Kilka spostrzeżeń poczynionych przy lekturze
książki
Isabel Rosa Gritti o występujących
uprzedzeniach do imigracji polskiej
w Rio Grande do Sul
Zdzisław MALCZEWSKI SChr
Isabel Rosa Gritti,
Imigraçăo
e Colonizaçăo Polonesa no Rio Grande do Sul. A emergęncia do preconceito,
Martins Livreiro – Editor, Porto Alegre 2004, p. 216.
W dniach 19-20
października 2001 r. miałem możność uczestniczyć,
w Erechim w seminarium, jakie zostało zorganizowane z okazji
zbliżającej się 126-rocznicy polskiej emigracji w Rio Grande do
Sul. Przedsięwzięcie organizowali: społeczność
polonijna w Erechim (pod kierownictwem energicznej Wandy Krepinskiej Groch -
konsul honorowej RP na region Alto Uruguai e Missőes w RS) oraz URI
(Uniwersytet Regionalny). Wśród wykładowców - prezentujących
bogatą tematykę związaną z polską emigracją –
spotkałem Isabel Gritti, wykładowcę miejscowej uczelni.
Przedstawiła ona referat na temat „Formowania się pierwszych
ośrodków polskich imigrantów”. Podczas tego sympozjum, wspominano w
rozmowach prywatnych, że Isabel Gritti przygotowuje pracę
doktorską na temat uprzedzeń, z jakimi spotykali się emigranci
polscy w stanie Rio Grande do Sul. Temat projektu badawczego Isabel Gritti
wzbudził we mnie duże zainteresowanie. Z dwóch powodów. Najpierw,
dlatego, że przez 10 lat pełniłem posługę
duszpasterską w dwóch regionach tego stanu: Erechim (Carlos Gomes) i Ijuí
(Parafia Narodzenia Najśw. Maryi Panny). Z drugiej strony, jako
śledzący losy polskiej społeczności w tym kraju, byłem
ciekaw wyników badań naukowych Isabel Gritti. Czy można sobie
wyobrazić moją radość, kiedy dowiedziałem się,
że praca badawcza Isabel Gritti została opublikowana? Niestety tutaj
w Kurytybie nie miałem możliwości na jej zdobycie. Któregoś
dnia, przeglądając stronę internetową polonijnych wydawców
„Odrycz & Rodakowski” z Porto Alegre, natknąłem się na
tę pozycję. Poprosiłem wydawców o przysłanie mi jej do
Kurytyby. W krótkim czasie książka ta znalazła się na moim
biurku. Lektura tej pozycji pochłonęła mnie całkowicie.
Chciałbym, zatem podzielić się moimi spostrzeżeniami i
uwagami nad treścią lektury książki, którą mam przed
sobą.
Polskie spojrzenie na treść
dysertacji Isabel Rosa Gritti
Najpierw trzeba wyrazić
uznanie dla autorki za podjęcie się opracowania tej właśnie
tematyki poświeconej polskiej emigracji w Rio Grande do Sul. Omawiana
praca składa się z 6 rozdziałów.
Ponieważ
książka skierowana jest do brazylijskiego czytelnika, więc
pierwszy rozdział omawia sytuację emigracyjną Polaków w XIX
wieku, a przede wszystkim sytuację naszego kraju, który utracił
wolność i został podzielony między zaborcami: Rosją,
Prusami i Austrią.
W rozdziale drugim autorka
przedstawia społeczność polską w Brazylii. Zaraz na
wstępie autorka popełniła zasadniczy błąd, kiedy pisze
o początkach polskiej imigracji do Rio Grande do Sul. Rozpoczęła
się ona nie w 1889 r. jak pisze Gritti, ale w
1875 r. Autorka pisze, że kiedy przybyli Polacy, to w Rio Grande do Sul
już były wielkie grupy imigracyjne: Niemcy i Włosi. Fakt
historyczny jest taki: przybycie Polaków do tego stanu nastąpiło
właśnie w tym samym roku, co i Włochów. Warto udać się do miasta Săo Marcos, gdzie w parku miejskim
znajduje się tablica pamiątkowa postawiona z okazji stulecia
imigracji polskiej w Rio Grande do Sul (1875-1975). Tekst umieszczony na
tablicy w języku portugalskim brzmi: „W 1890 osiedliła się tutaj
grupa Polaków zakładając kolonię św. Marka. Hołd
ludności tej gminy z okazji ‘podwójnej kolonizacji i imigracji’, kiedy
obchodzi się stulecie imigracji polskiej i włoskiej do Rio Grande do
Sul. 1875 – 1975”.
Trzeci rozdział poświęcony jest uprzedzeniom
wobec imigrantów polskich i ich potomków. W celu poparcia swojej tezy, autorka
opiera się na wybranej przez siebie literaturze. Sięga, zatem do
parańskiej literatury prezentującej, w sposób selektywny, odnotowane
uprzedzenia wobec naszych imigrantów i ich potomków. Dla autorki podstawowym
źródłem w tej kwestii jest oczywiście Octávio Ianni z jego -
kontrowersyjnym i niezbyt obiektywnym - opracowaniem („A Situaçăo Social do
Polonęs” In: „Raças e Classes Sociais no Brasil”, Rio de Janeiro 1972). Ianni
cytowany przez Gritti, prowadził swoje badania w latach
pięćdziesiątych ubiegłego wieku. Ukazał Polaków i ich
potomków, jako tych, którzy zastąpili w Brazylii niewolników
murzyńskich. Stąd jego złośliwe pod adresem Polaków
stwierdzenie „Czarnym w Paranie jest Polak”. Odpowiedzią na negatywne
ukazanie Polaków w Paranie było szerokie opracowanie Edwino Temskiego
„Quem é o Polonęs?” Szkoda, że o tym nie wspomina autorka. Bowiem Edwino
Temski stara się w swojej pracy wyjaśniać
nieścisłości, jakie popełnił (świadomie, czy z
pewną dozą uprzedzenia, a może trochę złośliwie
Octávio Ianni wobec polskich emigrantów). Szkoda, że autorka w swoich
badaniach nie zechciała dostrzec imigracji polskiej w dawnej stolicy
kraju, w Rio de Janeiro. Znalazłaby tam piękne dowody, na to jak
politycy, intelektualiści, pisarze, poeci tego cudownego i pełnego
wrażliwości narodu brazylijskiego odnosili się do Polski i
imigracji polskiej (przykłady: Ruy Barbosa, Nilo Peçanha, Fernando de Mello Vianna, Carmen de Faro Lacerda, Machado de Assis, Joaquim Nabuco, Pedro Luiz
Pereira de Souza, Tobías Barreto, Castro Alves, José Veríssimo, Leóncio Correa, hrabia Cândido Mendes de Almeida i wielu
innych). Proszę zauważyć, że 24 lipca 1929 r. zostało
utworzone w Rio de Janeiro Towarzystwo Polsko-Brazylijskie „Kosciuszko”.
Pierwszym prezesem został minister Rodrigo Octávio, drugim wiceprezesem prof. Aloysio
de Castro. Wśród współpracowników tego stowarzyszenia spotykamy takie
osobistości brazylijskiej jak: José Mattoso Maia Forte, senator
Daniel Daniel de Carvalho, genera Ivo Soares. Jeszcze jeden
fakt. W Rio de Janeiro wydawany był miesięcznik „Brasil-Polônia”.
Pierwszy numer tego miesięcznika ukazał się 15 sierpnia 1921 r.
Pierwszym redaktorem został Leóncio Correia, jeden ze znanych poetów i intelektualistów
brazylijskich. Z czasem czasopismo będąc organem Towarzystwa
Polsko-Brazylijskiego „Kościuszko” osiągnęło nakład
tysiąca egzemplarzy. Wydawnictwo redagowane w języku portugalskim,
posiadało charakter informacyjno-propagandowy spraw polskich. Można
by cytować inne fakty, ale nie miejsce na to…
Z kolei autorka cytuje
znanego i cenionego historyka parańskiego Ruy Christovam Wachowicza, który
przybliżył brazylijskiemu czytelnikowi sytuację Polski
będącej pod zaborami oraz polskich imigrantów w Brazylii („O Camponęs
Polonęs no Brasil – Raízes medievais da mentalidade emergente”, Curitiba 1974).
Jeżeli spojrzymy nawet pobieżnie na Brazylię kolonię i
Polskę będącą pod rozbiorami, to dojdziemy do prostego
wniosku. Portugalczykom wcale nie zależało na rozwoju kolonii.
Eksploatowano bogactwa Brazylii i wywożono je do Portugalii. Podobnie
było z Prusami, Rosją i Austrią. Zaborcom tym kompletnie nie
zależało na rozwoju zagarniętych polskich terenów. Trudna
sytuacja agrarna w tamtym okresie to nie tylko problem polskiego chłopa.
Sąsiednich krajów także.
Przeniesienie pruskich uprzedzeń wobec Polaków na teren Brazylii
był tylko naturalnym procesem, jaki przejawiał się na
kontynencie europejskim. W jakiś sposób potwierdza tę tezę
cytowane przez autorkę opracowanie Nedy M. Doustdar (“Imigraçăo
Polonesa: Raízes Históricas de um Preconceito”, Curitiba 1990). Autorka
Isabel Rosa Gritti cytuje także - w sposób wybiórczy – pewne obserwacje
Krzysztofa Smolany odnośnie genezy latynoamerykańskich stereotypów
(„A gęnese do estereótipo Latino-americano. O caso brasileiro”, In: „Estudos
Latinoamericanos”. no 5.
Varsóvia 1979).
W czwartym rozdziale autorka
prezentuje ogólny zarys polskiej imigracji w Rio Grande do Sul. W sposób bardzo
pobieżny autorka wspomina o pensjonacie „Crystal” w Porto Alegre, w którym
na pewien czas zatrzymywali się emigranci. Na trzech stronach autorka
omawia tylko negatywne przejawy polskich imigrantów. Podobno w ten sposób byli
postrzegani przez odpowiedzialnych za prowadzenie kolonizacji. Moje skromne
zapytanie: czyżby polscy imigranci nie reprezentowali żadnej cechy
pozytywnej? Tylko same negatywy? Aż dziwne…, a to, dlatego, że nie
oparła się na żadnym polskim opracowaniu
przybliżającym początki życia imigracyjnego naszych
rodaków. Z kolei autorka przybliża
czytelnikowi ważniejsze regiony kolonizowane przez polskich imigrantów,
takie jak: Dom Feliciano, Mariana Pimentel, Guarani das Missőes, Ijuí, Săo
Marcos, Erechim.
Piąty rozdział
poświęcony jest imigracji i kolonizacji polskiej w Rio Grande do Sul.
W tej części swojego dzieła autorka omawia bardzo
pobieżnie: administrację ośrodków kolonizacyjnych,
imigrację i kolonizację europejską w stanie Rio Grande do Sul
będącym pod wpływami myśli pozytywistycznej. W kolejnym
paragrafie noszącym – przynajmniej dla mnie - dziwny tytuł: „Polska w
doktrynie pozytywizmu”, autorka cytuje opinie odpowiedzialnych za prowadzenie
kolonizacji w Rio Grande do Sul. Nie mogę zrozumieć, dlaczego w
tytule tego paragrafu znalazła się „Polska”? Na ośmiu stronach
tego tekstu autorka stara się poprzez cytaty oraz własne
przemyślenia ukazać przejawy ideologii pozytywistycznej i oczywiście
– przy okazji – „przejechać się” po polskich imigrantach.
Oczywiście, jak należało się spodziewać, przytaczane
są tylko opinie negatywne w relacji do polskich imigrantów. Z
pewnością cały ten wysiłek intelektualny autorki
zmierzał do tego, aby pod koniec paragrafu przywołać opinię
Augusto Comte, który twierdził, że Polska w hierarchii narodów
znajduje się na najniższym stopniu wobec innych europejskich krajów
emigracyjnych. Na podstawie tej opinii Augusta Comtego autorka kończy swój
paragraf wielkim uproszczeniem i dochodzi do takiego wniosku: „Polacy są
gorsi od Włochów, Niemców, jak już na to, wskazywał
funkcjonariusz Komisji Ziemi, inżynier Montaury de Aguiar Leităo.
W następnym paragrafie
autorka omawia relacje polskich imigrantów z innymi grupami. Chodzi
oczywiście o przedstawienie polskich imigrantów w kontekście z innymi
grupami imigracyjnymi. Zgodnie z przyjętą zasadą autorka cytuje
negatywne opinie o Polakach wyrażane przez odpowiedzialnych za prowadzenie
kolonizacji w Rio Grande do Sul. Moim zdaniem autorka kończy ten paragraf
niesprawiedliwym - wobec imigrantów polskich i ich potomków – stwierdzeniem:
„Wyobrażenie o niższości imigranta polskiego będzie obecne
w jego potomkach na terytorium Rio Grande do Sul i będzie się wyrażać
w różnych formach”. Pracowałem we wspólnotach polonijnych w Carlos
Gomes i Ijuí przez pierwsze 10 lat mojego brazylijskiego życia
(1979-1989). Jakoś nie dostrzegłem przejawów tego odczucia
niższości wśród osób polskiego pochodzenia. Spotykałem
osoby o polskich korzeniach: ludzi prostych, ale także wykształconych
i zajmujących różne stanowiska w życiu społecznym Rio
Grande do Sul. Nie dostrzegałem w ich postawie czy wypowiedziach odczucia
niższości wobec osób innego pochodzenia etnicznego. Ciekawi mnie
bardzo: na podstawie czego autorka wyciągnęła
taki uproszczony i pochopny wniosek? Przeprowadziła jakieś badania
terenowe na ten temat? Posiada jakieś konkretne udokumentowane dowody,
które by dawały jej upoważnienie do wyciągnięcia takiego
wniosku?
Szósty rozdział
omawianej pracy nosi tytuł: „Uprzedzenie antypolskie okazywane, na co
dzień”. Autorka rozpoczyna tę część pracy
przypomnieniem, że do tego momentu swojej dysertacji starała się
ukazywać powstawanie i przejawy uprzedzenia wobec imigrantów polskich
wyrażane w korespondencji odpowiedzialnych za administrację
kolonizacji. Dlatego też anonsuje, że w dalszej części
swojej pracy przedstawiać będzie więcej jeszcze dokumentów
pochodzących z Sekretariatu Prac Publicznych. Polaka, który zna nawet
pobieżnie historię swojego kraju bardzo dziwi uproszczenie, jakiego
dokonała autorka w zdaniu, gdzie stwierdza, cytuję: „Mówiąc o
Polsce, mówimy o uciemiężeniu, gdyż historia Polski i Polaków,
aż do pierwszej wojny światowej jest historią opanowania (okupacji).
Opanowanie przejawia się nie tylko na płaszczyźnie ekonomicznej
i politycznej, ale również, jako konsekwencji tego, w wymiarze kultury.
Tak, więc imigranci polscy przybywając do Brazylii przynieśli
piętno opanowania”. Gdyby autorka zaznaczyła, że ma na
myśli czas rozbiorów i okupację naszego kraju przez Rosję, Prusy
i Austrię, to można by się z tym zgodzić. W przeciwnym
razie, na podstawie tego uproszczenia, brazylijski czytelnik nieznający
historii Polski wyciągnie wniosek, że cała historia naszego
kraju była czasem okupacji. A przecież tak nie było. W historii
naszego kraju był przecież czas rozwoju, świetności.
Wystarczy, że wspomnę założenie Uniwersytetu Krakowskiego w
1364 r.; jednego z pierwszych Uniwersytetów w Europie. Wiek XV i XVI to, przecież
czas znakomitości i chwały Polski. Można by wspomnieć inne
jeszcze okresy świetności Polski. Szkoda, że autorka nie
zapoznała się z książką wydaną w języku
portugalskim w 2001 r. przez Centrum Studiów Latynoamerykańskich
Uniwersytetu Warszawskiego „Polônia e Polono-Brasileiros”, gdzie mogłaby
się zapoznać z historią Polski autorstwa prof. Jana Kieniewicza.
Książka ta jest dostępna w wielu brazylijskich ośrodkach
polonijnych. Gdyby tak się stało, to z pewnością nie
byłoby tego uproszczenia, o którym wspominam powyżej. Dalsza
część rozdziału tej pracy właściwie nie wnosi nic
nowego do tematyki zaprezentowanej już w samym tytule dzieła.
Zaskakujące jest
też uproszczenie poruszanej kwestii w paragrafie zatytułowanym
„Objawy uprzedzenia w literaturze”. To, że Polacy stanowią
liczebną mniejszość wobec o wiele liczebniejszej grupy
imigrantów włoskich, niemieckich w Rio Grande do Sul nie może
być uznawane za przejaw uprzedzenia, jak chce na autorka imputować
czytelnikowi tę swoją ideę. Z kolei stwierdzenie, że Polacy
i ich potomkowie pozostawili bardzo mało prac na temat polskiej
obecności w Brazylii i Rio Grande do Sul wydaje mi się lekko
przesadzone. Moim skromnym zdaniem autorka nie pokwapiła się na
przeprowadzenie szerszej i dokładniejszej kwerendy na ten temat.
Jeżeli mam na myśli literaturę traktującą historię
polskiej imigracji w Brazylii i w Rio Grande do Sul, to nie mogę się
ograniczać tylko do wydawnictw portugalskojęzycznych. Przecież
już u zarania życia emigracyjnego Polacy opisywali trudną
rzeczywistość, jaką spotkali w tym kraju, czy stanie. Nie można
zapomnieć o podróżnikach, badaczach przybywających z Polski, aby
na miejscu zapoznać się z rzeczywistością naszych
osadników. Owocem tych podróży są książki, które
zostały wydane w Polsce, ale można je z łatwością
spotkać tutaj na miejscu w Brazylii. Nie jestem za bardzo przekonany o
tym, czy poważny historyk odważyłby się w swoich badaniach
naukowych powoływać na powieści, które przecież nie są
źródłami historycznymi. Częstokroć autor powieści
poprzez swoją bujną wyobraźnię ukazuje więcej fikcji
niż wydarzeń faktograficznych. Taką taktykę niestety
uprawia autorka, kiedy powołuje się na beletrystykę i to
niekoniecznie związaną z Polakami. Zapytuję, zatem jaki jest
związek Żydów uprawiających handel białymi niewolnicami (o
tym procederze wspomina autorka w swojej pracy) z zapracowanymi do potu i krwi
polskimi kolonistami przy: karczowaniu brazylijskich borów, uprawie pól,
budowie domostw, dróg, świątyń, szkół? Cytowanie długiego passusu powieści
Marinho Kerna jest w ogóle nie na miejscu. Z pewnością pasuje tylko
autorce do przyjętych przez nią założeń.
Kolejny paragraf traktuje
przejawy uprzedzeń odnośnie zawieranych małżeństw. Z
szacunkiem podziwiam wielki trud, jakiego podjęła się autorka.
Otóż przeprowadziła bogatą kwerendę ksiąg zawieranych
małżeństw w parafiach: Dom Feliciano, Getúlio Vargas, Carlos
Gomes, Barăo de Cotegipe, Áurea, Mariana Pimentel, Guarani das Missőes.
Ileż przeliczeń procentowych dokonała? Zastanawiam się tylko nad jednym,
dlaczego autorka sięgała w swych badaniach do początków imigracyjnych
Polaków w tych regionach, ale nie skończyła badań na okresie
współczesnym? Zatrzymała
się na latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku (1950,
1954, 1959, 1960). Zapewne, dlatego, że to jej pasowało do
ułożonego uprzednio schematu. Otóż w paragrafie tym autorka
podkreśla, że imigranci polscy zawierali związki we własnej
grupie etnicznej. Zapytuję: a z kim mieli się właściwie
żenić, skoro na całym obszarze danego regionu zostali osadzeni
tylko Polacy? Ponadto w początkach życia imigracyjnego nie od razu
zna się przecież miejscowy język! Szkoda, że autorka nie
potrudziła się, aby dokonać podobnego wykresu wśród
imigrantów włoskich, niemieckich? Czyżby te dwie grupy etniczne – u
początków życia imigracyjnego - miały inne zachowania przy
zawieraniu związków małżeńskich niż Polacy? Odważę się, aby
wątpić w tej kwestii. Znany polski socjolog prof. dr hab. Tadeusz
Paleczny z Uniwersytetu Jagiellońskiego, że przemiany oraz status
polskich skupisk w interiorze nie były i nie są niczym
wyjątkowym na tle innych grup etnicznych w Brazylii. Powołując
się na S. A. Hartmana zauważa, że już w latach
sześćdziesiątych dostrzeżono ową
prawidłowość, iż niektóre narodowości asymilują
się łatwiej, inne wykazują większą odporność
(…). Niemcy i Japończycy są najmniej podatni na wpływy
asymilacyjne. Tak np. 68,3 procent
małżeństw niemieckich rozmawia ze sobą w języku
ojczystym, a z dziećmi – 46, 2 procent. Japończycy odpowiednio 66,6 procent i 48,8 procent. Portugalczycy, Włosi i
Polacy asymilują się najłatwiej. Tak np. zaledwie 39,2 procent małżeństw polskich rozmawia ze
sobą po polsku, a z dziećmi – 25,4 procent”. Pragnąłbym w
tym miejscu odwołać się do mojego doświadczenia
duszpasterskiego z Carlos Gomes i Ijuí. Przy iluż związkach
małżeńskich mieszanych asystowałem: polsko-włoskich,
polsko-niemieckich, polsko-murzyńskich. Już nie wspomnę o
polsko-polskich… To, co sam obserwowałem było naturalnym,
historycznym przejawem wymieszania etnicznego. U początków życia
osadniczego - nie tylko zresztą - w Rio Grande do Sul, nie wyobrażam
sobie, aby mogło było inaczej. Nie tylko zresztą wśród
Polaków. Jeśli zaś chodzi o antagonizm, o którym wspomina autorka, a
występujący pomiędzy Niemcami i Polakami, to przecież
historyczna drzazga z Europy rodem pozostała głęboko
zakotwiczona w jestestwie tych dwóch grup etnicznych. Dlaczego Polacy mieli
zapomnieć blisko 130-letnie uciemiężenie, prześladowania,
więzienia, germanizację, rusyfikację, jakie ich
dotknęły na własnych, polskich ziemiach będących pod
zaborem pruskim czy rosyjskim? Czy o tym można tak łatwo
zapomnieć? A pogarda okazywana z drugiej strony i kierowana wobec Polaków
to, już inna kwestia, o której nie będę się
wypowiadał.
W ostatnim paragrafie tego
rozdziału autorka podejmuje kwestię uprzedzenia, jakie ujawniało
się w przeprowadzonych procesach sądowych. Tematyka paragrafu jest
kontynuacją podjętej tezy. Polacy i ich potomkowie w Rio Grande do
Sul traktowani byli z uprzedzeniem. Autorka wybrała niektóre procesy
sądowe, jakie toczyły się z powodu nieporozumień, czy
bójek, jakie miały miejsce w interiorze. Na ogół chodziło o
obrazę osób polskiego pochodzenia nazywanych pejoratywnie „polacos”.
Jeżeli nawet autorka cytuje wypowiedzi niektórych przedstawicieli wymiaru
sprawiedliwości, że „Polacy i ich potomkowie są: ignorantami,
kłamcami, prowokującymi bijatyki, pijakami”, to może tylko
potwierdzać przyjętą jej tezę. Jeżeli, jak podaje
autorka, szef policji w Gaurama wypowiedział tę negatywną
opinię o osobach polskiego pochodzenia, to – znając osobiście
tamten region – zapytam: kto w takim razie
przyczynił się do rozwoju i postępu municypium Gaurama?
Pokaźny procent mieszkańców municypium jest polskiego pochodzenia i
skoro wszyscy oni – według szefa policji - są tak prymitywni i
ograniczeni, to nie byliby zdolni do zrobienia czegokolwiek dobrego i
pozytywnego. Autorka winna była potrudzić się i „odkryć”
pochodzenie etniczne tego, który wypowiadał się w ten sposób,
jakżeż ogólny, na temat Polaków. Znając pochodzenie
wypowiadającego publicznie taką opinię o Polakach
mielibyśmy tylko uzasadnienie istniejących animozji ze strony
przedstawicieli niektórych grup etnicznych wobec Polaków. Z punktu etycznego
osoby pełniące funkcje publiczne nie powinny oficjalnie
wypowiadać swoich prywatnych negatywnych osądów o obywatelach tego
samego państwa. Trzeba tutaj podkreślić, że w omawianym
kontekście uprzedzeń wobec Polaków i ich potomków, autorka wymienia
także uprzedzenia ze strony Niemców, Włochów wobec osób innej rasy,
czy narodowości. Jak z tego wynika, to nie tylko wobec Polaków
pojawiały się uprzedzenia czy też nawet pogarda.
Ubolewać należy nad tym, że autorka bardzo wybiórczo
potraktowała dokumenty policyjno-sądowe. Należało np.
zebrać wszystkie dokumenty procesowe danego trybunału
sprawiedliwości i zobaczyć, jaki był procent wyroków
skazujących osoby polskiego pochodzenia w odniesieniu do innych grup
etnicznych. Tak jak przy związkach małżeńskich tabele
przygotowane przez autorkę wydają się być zbyteczne, bo nic
nie wniosły do badań, tak tutaj byłyby wskazane. Gdyby autorka
wykazała, że na 100 wyroków skazujących np. 70% dotyczyło
osób polskiego pochodzenia, a reszta rozkładałaby się na
pozostałe grupy narodowościowe, to by nas trochę
zastanawiało nad postawą imigrantów polskich i ich potomków wobec praw ustalających sposób życia w danej
społeczności. Paragraf ten jest dla mnie kolejnym dowodem na
pobieżność badań oraz przejawem uprzedzenia autorki do
polskiej grupy etnicznej w Rio Grande do Sul.
W zakończeniu autorka
dokonuje podsumowania swojej dysertacji. Wnioski, jakie wyciąga,
jeśli chodzi o uprzedzenie wobec Polaków i ich potomkach w Rio Grande do
Sul, oparte są na: przestarzałych i nieaktualnych ideach
pozytywistycznych oraz opiniach funkcjonariuszy administracji odpowiedzialnej
za prowadzenie kolonizacji. Z tekstu Isabel Rosa Gritti wychyla się bardzo
mocno duch ideologii pozytywistycznej, który towarzyszył jej dziełu,
aż do samego końca. Aktualna antropologia miałaby wiele pracy,
aby wyprostować wiele pojęć, stwierdzeń, wniosków zawartych
w dysertacji, a będących intelektualnym potomstwem Augusta Comte.
Istniejące uprzedzenia
czy nawet pogarda wobec imigrantów polskich w Rio Grande do Sul to,
rzeczywistość mająca miejsce nie tylko wobec tej grupy
imigracyjnej/etnicznej. W monografii Gritti brakło porównania uprzedzenia
wobec Polaków z innymi grupami imigracyjnymi. Wówczas dzieło autorki
byłoby o wiele pełniejsze. Z lektury dzieła Gritti odnosi
się wrażenie, że uprzedzenie było przejawem i nadal
występuje tylko do Polaków i ich potomków. A tak przecież nie
było i nie jest. Istniało konkretne uprzedzenie, a nawet awersja ze
strony luso-brasileiros wobec imigrantów. Awersja była okazywana tak
Niemcom, jak i Włochom. Literatura brazylijska na ten temat jest bardzo
obfita. Zainteresowanym tą kwestią polecam chociażby
artykuł Paulo César Possamai „O processo de construçăo da identidade
ítalo-sul-riograndense (1875-1918)” w: „História Unisinos”, volume 11 – Número
1, s. 49-57.
Należy
zauważyć, że w bogatej bibliografii omawianej pozycji znajduje
się tylko jedno dzieło polskojęzyczne „Emigracja polska w
Brazylii. 100 lat osadnictwa”, [Warszawa] 1971.
Ubolewać trzeba nad tym, że autorka nie oparła swego studium
również na polskich opracowaniach książkowych
sięgających początków imigracji w Rio Grande do Sul. Literatura
polska omawiająca tematykę emigracji polskiej w Brazylii, a
także w stanie Rio Grande do Sul jest bardzo bogata. Bez oparcia się
na tej właśnie literaturze uczyniło dysertację Gritti
jednostronną, niekompletną. Czytelnik znający polską
literaturę na ten temat nie zostaje usatysfakcjonowany do końca.
Czegoś mu brak…, a mianowicie ukazanie tej drugiej strony, to znaczy
realiów emigranta polskiego.
Ubolewać należy nad faktem, że autorka nie
korzystała z publikacji wspólnoty polonijnej reprezentowanej przez
Centralny Zarząd Obchodów Stulecia Imigracji Polskiej w Paranie (Superintendęncia do Centernário da Imigraçăo
Polonesa ao Paraná), a która wydawała „Anais da comundade
brasileiro-polonesa”. Bowiem, jak pisze prof. Mariano Kawka „Roczniki”
miały „za podstawowy cel oferowanie badaczom emigracji polskiej w Brazylii
tekstów i dokumentów oryginalnie pisanych po polsku i przetłumaczonych na
portugalski, oprócz prac oryginalnych autorstwa badaczy problematyki polskiej
emigracji w Brazylii”.
Na specjalną uwagę
zasługuje polski uczony, profesor Uniwersytetu we Lwowie dr Józef
Siemiradzki, który przebywał w Brazylii trzy razy, a mianowicie w latach:
1881, 1891/2 i 1895. Prowadził badania geologii, a także imigracji
polskiej. Owocem jego pobytu w tym kraju są opracowania poświęcone
problematyce kolonizacji polskiej. W 1891 roku towarzyszyli prof.
Siemiradzkiemu inżynierowie Witold Łaźniewski i Antoni Hempel.
Podczas półtorarocznego pobytu w Brazylii odwiedzili stany: Săo Paulo,
Paraná, Santa Catarina i Rio Grande do Sul, studiując geologię tego
regionu kraju. Inż. Antoni Hempel, jako owoc podróży i badań,
wydał we Lwowie w 1893 r. „Polacy w Brazylii”. We wspomnianym dziele
Hempel zauważa: „Imigranci polscy w Rio Grande do Sul znajdują
się w identycznej sytuacji tych, którzy osiedlili się w innych stanach.
Przez pół roku mieszkają w barakach, są wykorzystywani przez
handlarzy, cierpią z powodu tego samego bałaganu administracyjnego”.
Godnym zaanonsowania w tym
miejscu jest też dzieło dr Stanisława Kłobukowskiego
„Wspomnienia z podróży po Brazylii, Argentynie, Paragwaju, Patagonii i
Ziemi Ognistej”, Lwów 1898. W dziele liczącym 192 strony, aż 42
strony poświęcone są jego pobytowi w Rio Grande do Sul i
odwiedzinom polskich skupisk emigracyjnych.
Innym podróżnikiem i
pisarzem był Apoloniusz Zarychta. W 1926 r. wydał w Warszawie
książkę „Wśród polskich conquistadorów (plemię
zdobywców). Wrażenia i przygody z podróży po południowej
Brazylii”. W swoim dziele opartym na osobistych spostrzeżeniach
przedstawia wielkie zmagania polskich imigrantów. Ich głównymi „narzędziami”
były dłonie, chłopski upór i pracowitość.
Aktywność polskich chłopów w Brazylii uważał za
dominujący rys ich usposobienia. Obok wspomnianej aktywności wymienia
również: „uczciwość, pracowitość (…),
nieustraszoność, upór, wytrwałość, poszanowanie
własnej pracy i głębokie poczucie słuszności swojego
wysiłku”.
Kilka uwag końcowych:
Autorce należy się wyrazić uznanie
za podjęcie się tej trudnej, złożonej i delikatnej
tematyki. Jej trud i wysiłek intelektualny byłyby pełniejsze,
gdyby korzystała także z polskiej literatury. Wówczas mielibyśmy
pracę ukazującą uprzedzenie, ale nie jako,
przejaw ekskluzywności wobec imigrantów polskich i ich potomków w Rio
Grande do Sul.
Z wnikliwej lektury tekstu
prezentacji dysertacji Isabel Rosa Gritti autorstwa prof. René E. Gertza -
promotora jej pracy naukowej - można wyciągnąć
następujący wniosek. Między wierszami tekstu profesora
można znaleźć wiele uprzedzeń wobec imigrantów polskich,
ich potomków i Polski, którą określa jako
„kraj uznany za stojący na uboczu”. Uznany, przez kogo? Stojący, na
jakim uboczu?
Kolejny znak jego
uprzedzenia to stwierdzenie, imigracje niemiecka i włoska wytworzyły
wiele źródeł o swojej historii, natomiast jak pisze profesor
„stojący na uboczu” Polacy-Gaúchos pozostawili bardzo mało
śladów pisemnych. No, cóż na ogół chwalimy się
własnymi poczynaniami i sukcesami, a nie chcemy dostrzec pracy innych.
Skoro profesor Gertz wymienia gazety, kalendarze, książki, broszury
wydawane przez Włochów i Niemców to, dlaczego nie chce dostrzec, że i
imigranci polscy posiadali również swoje wydawnictwa. Naturalnie,
większość z nich wychodziła od 1892 r. („Gazeta Polska w
Brazylii”) w Kurytybie. W gazetach polskojęzycznych (tytułów nie
będę wymieniał, bo to nie wchodzi w meritum omawianej tutaj kwestii)
wychodzących w Kurytybie i docierających do polskich skupisk
imigracyjnych w wielu południowych regionach Brazylii publikowali swoje
artykuły także imigranci polscy z Rio Grande do Sul. Opisywali tam –
między innymi - swoje doświadczenia imigracyjne. Kurytyba była i
jest centrum polskiej społeczności brazylijskiej. To nie znaczy,
że w Rio Grande do Sul nasi imigranci siedzieli z założonymi
rękami i nie pozostawili żadnego pisemnego śladu, jak im to chce
imputować prof. Gertz. Oto kilka przykładów: Towarzystwo Orła
Białego w Rio Grande wydało 1905 r. „Naprzód” (Anate); w latach
1909-1910 Adam Zgraja wydawał w Ijuí „Kolonista” (O Colono); w latach
1914-1915 także w Ijuí ks. Antoni Cuber wydawał „Kolonista Polski” (O
Colono Polonęs); w latach 1916-1917 w Guarani das Missős wychodził
„Tygodnik Związkowy” (Semanário das Associaçőes); w latach 1927-1929
wychodziło w Porto Alegre „Echo Polskie” (Eco Polonęs); w latach 1929-1930
również w Porto Alegre Polacy wydawali „Sportowiec” (O Desportista); w
latach 1930-1934 także w Porto Alegre wychodził dwutygodnik
„Odrodzenie” (O renascimento); w latach 1930-1933 również w stolicy Rio
Grande do Sul wydawano „Polônia”; w 1938 r. wychodził „Biuletyn
Informacyjny” (Boletim Informativo), jako organ federacji stowarzyszeń polskich
w Rio Grande do Sul; w latach 1939-1940 wydawano w Porto Alegre „Boletim
informativo das atividades do Comité Brasileiro de Socorro ŕs Vítimas de Guerra
na Polônia”; w 1950 r. w Porto Alegre wychodził miesięcznik
„Polônia”; w 1958 r. parafia polska w Porto Alegre wydawała „Pobudka” (O
Estímulo); od 1965 r. grupa polskiego folkloru w Porto Alegre wydawała
„Jopol Informa”; w 1967 r. w Camaquă wydano „Biuletyn Polski” (Boletim
Polonęs); od 1969 r. wychodził w Porto Alegre biuletyn „Polônia”; w r.
1946 i 1958 wyszły dwa zeszyty „Dom Feliciano”. Oprócz wymienionych
pozycji Polacy wydawali w Rio Grande do Sul kalendarze: „Kalendarz Polski”
(Almanaque Polonęs) r. 1898, 1900 i 1901 wyszedł w Porto Alegre;
„Kolonista – Kalendarz Polski” (O Colono – Almanaque Polonęs) wydany w 1910 r.
w Ijuí; „Kolonista – Kalendarz Polski w Brazylii” (O Colono – Almanaque Polonęs
no Brasil), wyszedł w 1911 r. też w Ijuí. To takie przykłady…
W dalszej części
tekstu profesor Gertz wyraża dziwienie, że imigranci polscy z Rio
Grande do Sul nie pokwapili się, aby opracować swoją
historię. Według niego dokonała tego autorka o nazwisku
włosko-brzmiącym. Tu wyrażam moje zdziwienie: czyżby nauka
czyniła jakieś zastrzeżenia, że kwestie związane z
jakimś narodem, grupa etniczną są zastrzeżone tylko dla
osób o tych samych korzeniach? Gdyby tak było to, przykładowo: prof.
dr hab. Marcin Kula z Uniwersytetu Warszawskiego nie opracowałby historii
tego kraju („Historii Brazylii”,
Wrocław-Warszawa-Kraków-Gdańsk-Łódź 1987, s. 412), prof. dr
hab. Tadeusz Paleczny z Uniwersytetu Jagiellońskiego nie wydałby
dzieła poświeconego brazylijskim kwestiom społecznym („Rasa,
etniczność i religia w brazylijskim procesie narodowotwórczym” Kraków
2004, s. 243), czy prof. dr hab. Andrzej Dembicz z Uniwersytetu Warszawskiego
nie ośmieliłby się napisać i wydać bogatego
dzieła poświęconego Ameryce ( „Filozofii poznawania Ameryki”,
Warszawa 2006, s. 457). Dodam jeszcze jeden
przykład. Angielski historyk Norman Davies opracował historię
Polski (Norman Davies, „Boże igrzysko”, Kraków 2001, s.
1183). Ciekawe, że Anglicy nie poszli za przykładem prof.
Gertza i nie wymawiali Polakom, iż ich rodak podjął się
opracowania historii polskiego narodu. Co więcej to poważne
dzieło Normana Daviesa zostało przetłumaczone na język polski
i wydane w Polsce.
Pozwolę sobie na
wymienienie chociażby kilka pozycji taktujących tematykę
imigracji polskiej w Rio Grande do Sul, napisanych przez imigrantów polskich i
wydanych jeszcze przed ukazaniem się omawianej tutaj dysertacji Isabel
Rosa Gritti: Joăo Ladislau Wonsowski, „Nos peraus do Rio das Antas”, Caxias do
Sul - Porto Alegre
1976; Renato Tubino Lempek, „Do Francisco ao Rafael. 100
anos de imigraçăo polonesa 1898-1998”, [Rio Grande] 1998; Grzegorz
Kozieński SChr, “Salvando do esquecimento. Atividades da Sociedade ‘Águia
Branca’ na Linha Evaristo Teixeira – Dom Feliciano – RS”, Curitiba 2001. Nie wymieniam wielu innych pozycji, które
ukazały się już po wydaniu książki Isabel Rosa
Gritti.
Ponadto prof. Gertz
wyraża swoje uprzedzenie, kiedy stwierdza: „Polacy zostawili w Rio Grande
do Sul tylko ślad w postaci oficjalnego rejestru urodzeń, zawartych
związków małżeńskich i zgonów”. Osobiście podziwiam
płodność intelektualną profesora Gertz. Curriculum vite
profesora jest bardzo bogate. Należałoby się spodziewać od
tak znanego intelektualisty riograndeńskiego większej otwartości
na „innego”, jak również trochę więcej obiektywizmu. Z
pewnością jego grupa etniczna, o wiele liczebniejsza od polskiej
grupy imigracyjnej na terenie Rio Grande do Sul, dokonała bardzo wiele.
Posiada na swoim koncie wiele przedsięwzięć, sukcesów. Tego nie
można zaprzeczyć, ani wymazać z historii stanu Rio Grande do
Sul. Fakt ten jednak nie upoważnia intelektualisty, badacza o takim
wymiarze, jak prof. Gertz do tego, aby nie chciał dostrzec
różnorodnego wkładu polskiej grupy imigracyjnej w rozwój Rio Grande
do Sul.
W skromnych badaniach, jakie
prowadzę odnośnie polskiej grupy imigracyjnej w Brazylii, potomkowie
moich rodaków mieszkający w Rio Grande do Sul pozostają dla mnie
jeszcze mało znaną społecznością. Nie mniej jednak
pozwolę sobie na wymienienie niektórych postaci polskich, które oprócz
„oficjalnego rejestru urodzeń, zawartych związków
małżeńskich i zgonów” pozostawiły coś więcej dla
Rio Grande do Sul.
W 1852 r. wśród
żołnierzy niemieckich walczących w armii brazylijskiej ( 15
batalion) spotykamy także Polaków: porucznik Nieviadomski, Karol Noack,
Barnatski. W 6 kompanii spotykamy takie nazwiska polskie jak: Parkowski,
kapitan Edward Stepanowski. Również w kampanii Farroupilha walczył
Polka Gudowski. W 28 batalionie strzelców byli: Murtki, Storek, Renek,
Parkowski, Chendasiewicz.
Czy nazwisko inżyniera,
kapitana fregaty Floriana Żurowskiego nic nie mówi? W 1850 r. przybył
do Argentyny, gdzie trzy lata później został dowódcą sił
morskich. W 1854 r. osiedlił się właśnie na stałe w
Rio Grande do Sul. Naturalizował się w 1857 r. Uchodzi za pierwszego
Polaka, który uzyskał tytuł obywatela Brazylii. Pracował przy
regulacji rzeki Arroio dos Ratos. Zajmował się wytyczaniem ziem
przeznaczonych pod kolonizację. Był także dyrektorem kolonizacji
w Santo Ângelo i Santa Cruz.
W Rewolucji Federalistycznej
(1893-1894) brał udział „Batalion polski” pod dowództwem Antoniego
Zdzisława Bodziaka z Săo Mateus do Sul - PR. We wspomnianym batalionie
walczyło 300 imigrantów polskich. Uczestniczyli oni w walkach również
na terenie Rio Grande do Sul: Passo Fundo, Cruz Alta. Wielu Polaków
zginęło w potyczkach na tych terenach.
Proszę zobaczyć w
mieście Itaqui „Teatr Przewodowski” zbudowany przez
społeczność tego miasta w 1883 r. dla uczczenia kapitana
marynarki wojennej Stanisława Przewodowskiego za jego bohaterstwo w
obronie honoru floty brazylijskiej. Stanisław był synem polskiego
imigranta hrabiego inżyniera Andrzeja Przewodowskiego – bardzo
zasłużonego - szczególnie - dla miasta Salvador w Bahia.
Czy nazwisko profesora
Czesława Mariana Bieżanki - który wykładał w Wyższej
Szkole Agronomii (przemianowanej później na Federalny Uniwersytet
Rolniczy) w Pelotas – też nic nie mówi? Warto zapytać:
kto kładł podwaliny pod dzisiejsze bogactwo
riograndeńskie - jakim jest uprawiana na szeroką skalę - soja? Już w 1932 r. właśnie Polak profesor
Czesław Marian Bieżanko przyczynił się do wprowadzenia
uprawy soi w Rio Grande do Sul. Swoją pionierską pracę prowadził
wraz z polskimi imigrantami w Guarani das Missőes. Oprócz wielu orderów i
dyplomów, otrzymanych od różnych państw, został uhonorowany
najwyższym brazylijskim odznaczeniem „Ordem do Cruzeiro do Sul”.
Proszę kiedyś
odwiedzić katolickie katedry w Passo Fundo i Erechim, a także
kościół parafialny w Dom Feliciano i podziwiać artystyczne
dzieła polskiego imigranta Arystarcha Kaszkurewicza. Byłoby dobrze
udać się do interioru tego pięknego stanu i odwiedzić
także stare polskie kolonie. Spotkać tam można imponujące
wielkością i pięknem architektonicznym świątynie
zbudowane właśnie przez polskich imigrantów. Zbudowali je
własnym wysiłkiem, potem i wytrwałością, jako wyraz
swojej głębokiej wiary.
Inną postacią
(urodzoną w Ijuí) był biskup Walmor Battú Wichrowski (zmarł 31
października 2001 r. w Porto Alegre). Ukończył wiele kursów z
dziedziny sztuki i muzyki kościelnej, medycyny i kinematografii w Europie,
Stanach Zjednoczonych i Ameryce Centralnej. Oprócz pełnionych wielu
funkcji kościelnych, brał udział w Soborze Watykańskim II
(1962-65), był członkiem Międzynarodowego Towarzystwa
Geograficznego w USA i Stowarzyszenia Dziennikarzy Rio Grande do Sul.
Inny duchowny, urodzony w
Polsce i działający między innymi w Rio Grande do Sul to, ks.
Antoni Rymar. Pracował w parafiach,
gdzie osiedlili się polscy imigranci: Mariana Pimentel, Dom Feliciano,
Guarani das Missőes. Od 1919 r., aż do chwili śmierci (1923 r.)
prowadził działalność duszpasterską w parafii Săo
Gabriel, w diecezji Uruguaiana. W wolnych chwilach zajmował się
budowaniem modeli samolotowych. Utrzymywał korespondencję z Santos
Dumont. Za prace naukowe otrzymał od rządu francuskiego krzyż
zasługi.
Kolejnym duchownym, o którym
nie można zapomnieć jest ojciec Alberto Stawiński, kapucyn i
prawdziwy Gaúcho, syn polskich imigrantów, urodzony w Săo Marcos. Jego
biografia jest bardzo bogata. Działalność publicystyczna
również. Jako prowincjał kapucynów zajął się
organizacją „Correio Riograndense”. Kierował
Instytutem Historycznym ojców kapucynów w Caxias do Sul, był również
sędzią Sadu Kościelnego w Porto Alegre. Spośród bogatej
publikacji chciałbym tylko zacytować “Dicionário
Vętero-riograndense-portuguęs”. Spotykałem - przed laty w Rio Grande do
Sul - wielu kapucynów pochodzenia włoskiego i nie mieli za złe ojcu
Albertowi, że to on polskiego pochodzenia wydał ten słownik.
Biskup Paulo Moretto z Caxias do Sul na pogrzebie ojca Alberta dał
piękne świadectwo o nim: „Ojciec Alberto potrafił kochać i
rozmieć ludzi swojego pochodzenia, ale także potrafił kochać
z tą samą czułością naszą kolonię
włoską”.
Spośród
współczesnych polono-Gaúchos wymienię zaledwie kilku pracujących
i działających z wielkim oddaniem dla swojej brazylijskiej ojczyzny.
Deputowany stanowy Iradir Pietroski. W 2005 r. pełnił funkcję przewodniczącego
parlamentu. Po raz kolejny (2007-210) został wybrany do parlamentu Rio
Grande do Sul. Kolejnym deputowanym polskiego pochodzenia został wybrany
Sérgio Luiz Stasinski (2003-2006). W 2003 r. przedstawił wniosek w parlamencie
stanowym, aby 3 maja ustanowić „Dniem wspólnoty polskiej w Rio Grande do
Sul” (3 maio – Dia da Comunidade Polonesa no Rio Grande do Sul). Parlament
zatwierdził ten projekt (Lei: 11949/03). W 2005 r. deputowany Sérgio Luiz
Stasinski został wybrany prefektem municypium Gravataí (kadencja:
2005-2008). Oprócz tych dwóch polityków, dysponuję dokładną
listą blisko 400 osób polskiego pochodzenia, które zaangażowały
się w życie polityczne Rio Grande do Sul (deputowani, prefekci, wice
prefekci, radni municypalni).
Prof. dr. Fernando Cláudio
Zawislak jest profesorem tytularnym na Uniwersytecie Federalnym Rio Grande do
Sul (UFRGS). Jest znanym na arenie międzynarodowej specjalistą z
fizyki atomowej. Jest członkiem Brazylijskiej Akademii Nauk (Academia
Brasileira de Cięncia). Posiada wiele wysokich odznaczeń. Wilson Carlos
Rodycz w dniu 14 maja 1998 r. objął urząd (desembargador)
sędziego sadu apelacyjnego w Porto Alegre.
Czy można
pominąć najbardziej znaną osobę polskiego pochodzenia z
Porto Alegre Letíci Wierzchowski, która publikacjami swoich książek
rozsławia polską etnię w Rio Grande do Sul? Przecież jedna
z jej powieści stała się niedawno sukcesem nowelowym w telewizji
brazylijskiej!
Jednak liczba osób polskiego
pochodzenia, różnorodność wykonywanych zawodów, pozycje
zajmowane w społeczeństwie riograndeńskim jest bardzo
pokaźna. Kontakty osobiste z wieloma z tych osób upoważniają
mnie do wyciągnięcia tego wniosku.
Proszę
pospacerować po miastach, miasteczkach stanu Rio Grande do Sul i bacznie
obserwować nazwy ulic. Uważny obserwator dostrzeże
pokaźną liczbę ulic dedykowanych Polakom, a nade wszystko,
osobom polskiego pochodzenia. Mogę posłużyć takim spisem
ulic nie tylko ze stanu Rio Grande do Sul. W moich zbiorach posiadam rejestr
ponad 1.700 nazw ulic z różnych miast, miasteczek
tego wspaniałego kraju, jakim jest Brazylia.
Wymienione przeze mnie
powyżej fakty, osoby, jak też i polskie nazwiska widniejące w
nazwach ulic miast i miasteczek, świadczą wyraźnie o tym,
że oprócz „oficjalnego rejestru urodzeń, zawartych związków małżeńskich
i zgonów”, imigranci polscy i ich potomkowie pozostawili wiele, bardzo wiele
wyraźnych śladów w Rio Grande do Sul. Profesor Gertz, chociaż
tak bardzo się rozpalił w uprzedzeniu do Polaków, nie ma wcale racji
w swoim krytycznym i niesprawiedliwym stwierdzeniu.
Profesor René E. Gertz ma
rację, kiedy stwierdza, że Isabel Rosa Griti dała początek
badaniom naukowym, jeśli chodzi o historię grupy etnicznej, która ze
względu na widoczną procentowo obecność w stanie Rio Grande
do Sul. Jestem głęboko przekonany, że rzeczywiście
książka Isabel R. Gritti przyczyni się do badań - nie tylko
historycznych - jednak bardziej wnikliwych, obiektywnych w odniesieniu do
polskiej obecności i wkładu w rozwój stanu Rio Grande do Sul.
Isabel Rosa Gritti – poprzez
swoją publikację - rzuciła wyzwanie. To pewne. Kto wie,
może ktoś z przedstawicieli społeczności polonijnej w
Brazylii podejmie to wyzwanie i uzupełni braki występujące w
omawianym - i prowokującym polemikę - dziele?
Literatura:
A Polônia na
literatura brasiliera, Curitiba 1927
Grabowski F., Memórias
da revoluçăo brasileira de 1893-94. Comentários e traduçăo de R.
C. Wachowicz. 2a ediçăo. Sem
local e data da ediăo.
Hempel A., „Os
poloneses no Brasil”, in: “Anais da comunidade brasileiro-polonesa”,
vol. VII, Curitiba 1973
“História Unisinos”, vol. 11 – número 1,
janeiro/abril, Săo Leopoldo 2007
Kawka M., “Krzewienie polskości w Brazylii
poprzez publikacje w języku portugalskim”,
maszynopis
Kłobukowski S., Wspomnienia z podróży po Brazylii,
Argentynie, Paragwaju, Patagonii i
Ziemi Ognistej, Lwów 1898.
Malczewski Z., Obecność Polaków i Polonii w Rio
de Janeiro, Lublin 1995
Malczewski Z., Słownik biograficzny Polonii
brazylijskiej, Warszawa 2000
Mocyk A., Piekło czy raj? Obraz Brazylii w
piśmiennictwie polskim w latach 1864-1939,
Kraków 2005
Paleczny T., Rasa, etniczność e religia w
brazylijskim procesie narodowotwórczym, Kraków
2004
Skowroński Tadeu, Páginas brasileiras dobre a Polônia, Rio de Janeiro 1942.