DRUGA wojnA ŚWIATOWA  a losy Polski i Polaków *

Ks. Prof. dr Edward WALEWANDER

Katolicki Uniwersytet Lubelski

 

Drugiej wojny światowej nie pamiętam. Dopiero dwa lata po jej zakończeniu urodziłem się na ziemi zamojskiej, która ucierpiała z powodu wojny w sposób szczególny. Od samego początku działań zbrojnych Niemcy realizowali tutaj brutalnie politykę wyniszczania ludności polskiej, a w latach 1941-1942 w ramach tzw. Generalnego Planu Wschodniego dokonali akcji wysiedleńczej na wielka skalę, która objęła około 110 tys. mieszkańców wsi. Część z nich trafiła do obozów koncentracyjnych, część na roboty do Niemiec. Ofiarami wywózek były też dzieci Zamojszczyzny. Wiele  z nich zginęło podczas transportu, inne w obozach. Te, które wyselekcjonowano pod względem rasowym, zostały poddane germanizacji. Tylko niektóre uratowali polscy kolejarze i mieszkańcy miejscowości, w których zatrzymywały się pociągi wiozące małoletnich więźniów. Opustoszałe wioski na żyznej ziemi zamojskiej zajęli osadnicy niemieccy. Miasto Zamość otrzymało nazwę - Himmlerstadt. Miejscem męczeństwa  Polaków była Rotunda, znajdująca się na terenie Zamościa. W pobliskim Bełżcu powstał nazistowski obóz zagłady. W moich stronach rodzinnych, podobnie jak w całej Polsce, prawie nie ma rodziny, która by kogoś nie utraciła w wyniku wojny. Pamiętam też, że w naszej wsi w obecności niektórych ludzi nie śpiewało się nigdy kolędy Cicha noc, bo byłoby to dla nich bolesnym przypomnieniem lat cierpień spędzonych w obozach koncentracyjnych, gdzie w okresie Bożego Narodzenia, stojąc w zimnie na wielogodzinnych apelach, musieli słuchać tej kolędy nadawanej przez megafony.

Inny obraz. W mojej rodzinnej miejscowości żył rolnik, Jan Ujma, który przez pięć lat niewoli pracował u bauera w pobliżu Stotternheim. Traktowano go tam dobrze, nawet serdecznie, tak że po powrocie do Polski utrzymywał długi czas przyjacielskie kontakty listowne z tą rodziną, żyjącą na terenie NRD. Jego  historię opowiadano u nas niejeden raz na dowód, że nie wszyscy Niemcy byli źli.

Dwa te obrazy ze sobą konfrontowane. W konfrontacji z takimi obrazami żyło wielu z nas. Innymi słowy: co znaczy dla mnie osobiście i dla wielu Polaków druga  wojny światowa? Jaki los Polsce i jej mieszkańcom zgotowali ci, którzy do niej doprowadzili? 

Wybuch wojny

Plan zniszczenia Polski mieścił się  w pakcie Ribbentrop-Mołotow z 23 sierpnia 1939 r. Do jego wykonania przystąpiono bardzo szybko. Już 1 września roku  Niemcy hitlerowskie napadły na Polskę. Mimo bohaterskiej obrony 28 września skapitulowała stolica – Warszawa, 2 października padł Hel.

17 września rozpoczął się najazd sowiecki na wschodnie ziemie naszego państwa. Był to dla  Polaków cios w plecy, tym bardziej bolesny, że niespodziewany. Zgodnie z traktatem podpisanym z Sowietami  28 września Niemcy wycofali się z części zajętego już terenu. Między innymi Lwów dostał się pod panowanie sowieckie. Władze Rzeczypospolitej - prezydent Ignacy Mościcki i rząd – ewakuowały się do Rumunii, gdzie zostały internowane. Później przez Francję znalazły się ostatecznie w Londynie.

Podział Polski

Ogólnie mówiąc Polska w okresie drugiej wojny światowej została podzielona geopolitycznie  na trzy strefy: zachodnią, centralną i wschodnią. Zachodnie tereny kraju, Wielkopolska, Śląsk i Pomorze, zostały 8 października 1939 r. przyłączono do III Rzeszy. Obszar ten wynosił około 90 tys. km2. Zamieszkiwało na nim 10 mln ludności polskiej. Druga strefa 26 października 1939 r. otrzymała nazwę Generalna Gubernia. Należały do niej województwa warszawskie, lubelskie i resztki województw kieleckiego, łódzkiego, krakowskiego oraz lwowskiego, obejmujące łącznie 100 km2 i 12 mln mieszkańców. Na czele Generalnej Guberni stanął Hans Frank, który rezydował w Krakowie na Wawelu, na zamku, który przez kilka stuleci był siedzibą królów Polski. Tereny wschodnie, między innymi Lwów i Wilno, dostały się po 17 września pod administrację sowiecką. Po ataku Niemiec na Związek Radziecki 22 czerwca 1941 r. zostały one zajęte znowu przez wojska niemieckie.

Polityka narodowego socjalizmu wobec Polski

Ostateczne zwycięstwo Niemiec hitlerowskich oznaczałoby dla Polski nieobliczalne skutki. Bezpardonowa walka z polskością rozpoczęła się wraz z wybuchem wojny. Ostro występowano przeciwko Kościołowi katolickiemu. Narodowi socjaliści dobrze wiedzieli, że Kościół katolicki  jest poważnym wsparciem polskości i zawsze w naszym narodzie odgrywał ogromną rolę. Wyraźnie wypowiedział się na ten temat między innymi Hans Frank w swoich pamiętnikach.  Dnia 2 marca 1940 r.  zanotował: „Kościół zachowuje nadzwyczajną rezerwę. Ale to jest tylko metoda, która powtarza się ciągle w polskiej historii. Kościół pozostawał zawsze w rezerwie jako ostatni ośrodek polskiego nacjonalizmu, jak długo były jeszcze do dyspozycji inne ośrodki działania. Kościół jest dla umysłów polskich centralnym punktem zbornym, który promieniuje stale w milczeniu i spełnia przez to funkcję jakby wiecznego światła. Gdy wszystkie światła dla Polski zagasły, to wtedy zawsze była Święta z Częstochowy i Kościół. Nie należy nigdy o tym zapominać. Dlatego też Kościół w Polsce nie ma potrzeby być czynnym. Katolicyzm nie jest bowiem w tym kraju żadnym wyznaniem, a tylko koniecznością życiową”[1].

Walkę z Kościołem prowadzono za pomocą wszystkich dostępnych środków. Zaczęto od prześladowania kleru. Najbardziej okrutne było ono było w Kraju Warty – w diecezjach chełmińskiej, włocławskiej oraz w archidiecezji poznańskiej i gnieźnieńskiej. Kościół katolicki w Polsce stracił w czasie wojny i okupacji 20% duchowieństwa (w 1939 r. było około 10 tys. księży). Surowym represjom poddano wszystkie struktury Kościoła katolickiego, również duchowieństwo zakonne oraz siostry zakonne. Powszechnie znaną ofiarą eksterminacji jest franciszkanin święty Maksymilian Kolbe, który dobrowolnie zgłosił się na śmierć głodową w zastępstwie skazanego na nią współwięźnia, aby ocalić ojca rodziny. Także Kościół ewangelicki, choć uznany przez reżym hitlerowski, poniósł duże ofiary. Na przykład ewangelicki biskup Juliusz Bursche został osadzony w obozie koncentracyjnym, gdzie zmarł w 1942 r.

Druga wojna światowa na terenie Polski miała szczególnie niszczycielski i krwawy przebieg. W ciągu sześciu lat okupacji straciło  życie 6 mln obywateli polskich - 3 mln Polaków i 3 mln Żydów. Niemcy eliminowali przede wszystkim warstwę kierowniczą społeczeństwa, oprócz kleru także większość polskiej inteligencji: lekarzy, prawników, profesorów i nauczycieli oraz urzędników z wyższym wykształceniem.

Kwestia żydowska

Odrębny rozdział w historii Polski drugiej wojny światowej stanowi sprawa ży­dowska. Ponieważ problem ten dzisiaj jest często podnoszony, musi się on pojawić i w tym kon­tekście. Narodowi socjaliści planowali ostateczne „rozwiązanie” kwestii żydowskiej przez fizyczną likwidację wszystkich Żydów. Wart podkreślenia jest fakt, że podobny los groził w niedalekiej przyszłości również Polakom. Heinrich Himmler 15 lutego 1940 r. stwierdził, że naród niemiecki swoje główne zadanie powinien widzieć w zniszczeniu wszystkich Polaków.

    Polacy przyjmowali z bólem niemiecką politykę wobec Żydów. Współczucie dla współobywateli żydowskich wywoływało w nich postawę soli­dar­ności, która wyrażała się w heroicznych czynach. Żydzi polscy, którym udało się przeżyć wojnę (około 100 tys.), wiedzą, jak było naprawdę. Znają oni zakamarki i cele zakonne katolickich klasztorów, gdzie z narażeniem własnego życia przechowywali ich polscy współobywatele. Kara śmierci na ziemiach polskich była przewidziana również dla tych, którzy nie informowali władze okupacyjne, kto i gdzie przechowuje Żydów. Prawo takie nie obowiązywało w żadnym innym podbitym przez Niemców kraju europejskim. Pomoc Żydom była dla Polaków moralnym obo­wiąz­kiem. Fakt, że wymagała ona bohaterstwa, określa stopień zwyrodnienia systemu hitlerowskiego. Tłumaczy też w pewnej mierze, dlaczego  niektórzy ludzie, z lęku o życie własne i swoich rodzin odnosili się do Żydów pasywnie. Mimo to wielu Polaków zapłaciło najwyższą cenę za pomoc Żydom.

Zdarzali się jednakże wśród Polaków i tacy, którzy kolaborowali z systemem hitlerowskim. Ale to była nikła liczba ludności, która reprezentowała przeważnie mniej uświadomione warstwy społeczeństwa. Szmalcowników polski ruch oporu karał tak samo jak hitlerowskich oprawców. Tacy ludzie znaleźli się też i w innych krajach okupowanych, gdzie narodowy socjalizm różnymi sposobami deprawował człowieka. Polacy, którzy temu przeczą, nie mówią całej prawdy. Żydzi, którzy tylko to podkreślają, kłamią. Niemcy, którzy powołują się tylko na takie przypadki, są tak samo nieuczciwi.

Polityczne skutki wojny

 

Gdyby nie było drugiej wojny światowej, nie byłoby Jałty (konferencja odbywała się od 4 do 11 lutego 1945 r.) i Poczdamu (od 17 lipca do 2 sierpnia 1945 r.). W wyniku tych ustaleń miliony ludzi, zarówno Niemców, jak i Polaków, musiały opuścić swe strony rodzinne. Wędrówka ludów, którą wywołała wojna, dla jednych i dla drugich była bolesna. Nie należy przy tym zapominać, że drogi Polaków prowadziły nie tylko na Zachód, ale również na głęboki Wschód, między innymi do Ka­zachstanu i na Syberię. Otwarte pozostaje pytanie ile ofiar pociągnęły za sobą te ruchy lud­nościowe. Jeśli strona niemiecka swoje straty ludnościowe w latach 1945-1946, spowodowane falą ucieczek, wysiedleń i ewakuacji, określa na około 1 mln, to straty strony polskiej są o wiele większe. Oczywiście nie mówi się tutaj bezpośrednio o ofiarach wojny. Ten rachunek zapłacili wszyscy – winni i niewinni. Warto mocno zaznaczyć, że polscy wysiedleńcy nie znaleźli długo swoich obrońców.

Problem Polski, który został spowodowany przez wojnę, był rozstrzygany w Jałcie bez udziału Polaków przez przedstawicieli trzech mocarstw, z których dwa były polskimi sprzymierzeńcami wojennymi. Trzecia siła, którą ucieleśniał Stalin, zajęła  stanowisko wrogie wobec Polski. Związek Radziecki był przez półtora roku sprzymierzeńcem III Rzeszy.

Roosevelt i Churchill skapitulowali wobec żądań terytorialnych Stalina i zasadniczo podjęli – choć trochę zmodyfikowany – jego program dotyczący przyszłego rządu polskiego. W Jałcie zostaliśmy sprzedani. Postano­wie­nia jałtańskie odebrały Polsce suwerenność polityczną, na długie lata uzależniały ją Związku Radzieckiego. Nic dziwnego, że wywołały fale protestów zwłaszcza wśród Polonii.

Niemcy powinni ciągle stawiać sobie pytanie: Kto w ogóle dał Stalinowi możliwość urządzenia w ten sposób nie tylko Polski, lecz  i Europy?

W następstwie wojny wiele milionów ludzi zostało wypędzonych z własnej ziemi. Dnia 1 września 1939 r. rozpoczęło się cierpienie narodu polskiego, wszystkich mieszkańców Polski, które trwało prawie pół stulecia,  do 1989 r. Tyle trzeba było powiedzieć, by odświeżyć znajomość przeszłości. To wszystko należy do losu Polski i Polaków, który ma swoje korzenie w pierwszych dniach września 1939 r.

 Mówi się słusznie, że Niemcy na nas – a nie my na nich - sprowadzili tyle nieszczęść. To jest oczywiste i zostało wyraźnie już powiedziane. Tym łatwiej powinna nam więc przyjść krytyka tych nadużyć, które zostały dokonane ze strony ówczesnych władz komunistycznych na zmuszanej do opuszczania swych  stron rodzinnych niewinnej, cywilnej ludności niemieckiej.

Rola Kościoła w nowej polskiej rzeczywistości

Kościół zdał dobrze egzamin w latach wojny. Brał udział w ruchu oporu, organizował szkolnictwo podziemne, identyfikował się coraz mocniej z prześladowanym narodem. Nowa rze­czywistość, która nastała w następstwie drugiej wojny światowej, odniosła się do Kościoła najpierw z pewną dozą tolerancji, by wkrótce potem nań uderzyć. Sankcje antykościelne, które znalazły punkt kulminacyjny w aresztowaniu prymasa Stefana Wyszyńskiego, ostatecznie wzmocniły Kościół, co ma znaczenie do dzisiaj. Stanowisko moralne Kościoła, który od 1 września 1939 r., a nie dopiero od 8 maja 1945 r. zdobywał coraz więcej siły duchowej, spowodowało, że obecnie uchodzi on za niepokonany i powszechnie jest uważany za autorytet i dobrego partnera w dialogu.

Przełamywać mury wrogości

W obliczu skutków drugiej wojny światowej, która przyniosła tyle ofiar i doprowadziła do tak ogromnych przeobrażeń w Europie, chrześcijanin jest wzywany do pokonywania murów wrogości i uprzedzeń.     

 Na zakończenie pewien wymowny epizod. Grupa młodych Niemców rozbiła w polskiej wsi namioty. Rolnik, który udostępnił im łąkę, okazał się na wskroś wyrozumiały i chętny do pomocy. W czasie pobytu młodzież niemiecka nawiązała z nim rozmowę. Dowiedziała się, że podczas wojny gospodarz brał udział w ruchu oporu, a je­go brat zginął w obozie koncentracyjnym. Zapytany dlaczego mimo to wobec nich jest tak życzliwy, odpowiedział: „Kiedyś trzeba wreszcie przebaczyć. Czynię tak, by nigdy się już nie powtórzyło to, co przeżyłem!”. Przyznał, że na początku nie było mu  łatwo tak postępować, a niektórzy sąsiedzi i teraz  zarzucają mu czasami, że nie jest prawdziwym patriotą.

Wydarzenie z życia wzięte. Zwyciężyła tu miłość. Miłość jest tam, gdzie ludzie są gotowi wzajemnie sobie wybaczać, gdzie człowiek zło pokonuje dobrem (por. J 2, 14).

 

 



   * Tekst wygłoszony pod koniec 1989 r. w Naumburgu, Zeitz i Lipsku z okazji 50. rocznicy wybuchu drugiej wojny światowej.

[1] H. Frank, Dziennik, oprac. S. Piotrowski, Warszawa 1956, s. 147.