BUDUJMY DOM NA SKALE

Rozważanie z racji kolejnej rocznicy śmierci Jana Pawła II

 

          Ks. prof. dr hab. Edward WALEWANDER

 

 1.  Jana Paweł II wśród nas

 

          Wydaje się, że Jan Paweł II jest wciąż obecny w naszej świadomości. Wielu zetknęło się z Nim osobiście, słuchało Go w Rzymie i w Polsce podczas kilku Jego pielgrzymek do Ojczyzny. Prawie w każdym polskim domu są nagrania papieskich przemówień, teksty Jego nauczania, piękne albumy dokumentujące niezwykłą biografię chłopca z Wadowic, który został Głową Kościoła powszechnego. Przechowujemy pieczołowicie wiele publikacji o tym wielkim „naszym” papieżu. Nierzadko spotyka się i takie domy, gdzie na najważniejszym miejscu eksponowane są pamiątkowe zdjęcia. Czasem widać na nich całe rodziny, które Jan Paweł II zawsze życzliwie traktował. Jeszcze brzmią nam w uszach wołania uradowanych tłumów: „Zostań z nami! Zostań z nami!”, adresowane do Namiestnika Chrystusowego zwykle podczas pożegnania,  które nieuchronnie się zbliżało.

       To zewnętrzne, bardzo miłe fakty. Ale czy rzeczywiście Papież Polak jest obecny wśród nas? Czy jest na tyle obecny w naszej świadomości, że realizujemy na co dzień Jego przesłanie? Pytanie jest oczywiste. Jawi się nie tylko dzisiaj, kiedy obchodzimy kolejną, już czwartą rocznicę śmierci Jana Pawła II, ale i wówczas, kiedy słyszymy bajanie na Jego temat ludzi nierozumiejących Kościoła, niezwiązanych ze społecznością ludzi wierzących lub tych, którzy – jedni może nieświadomie, a inni z wyrafinowaną premedytacją, dla swych celów - podcinają jego korzenie. Jest też niemało ludzi, czasami dobrej woli, którzy tak już przyzwyczaili się do ciągłego mówienia i słuchania o papieżu, że przestali reagować na wyjątkowość i bogactwo Jego pontyfikatu.

          Może jest w nas coś z mieszkańców Nazaretu, do których Jezus Chrystus powiedział kiedyś z goryczą: „Żaden prorok nie jest mile widziany w swojej ojczyźnie” (Łk 4, 24)? Rodacy Jezusa wystąpili przeciwko Niemu z zaciśniętymi pięściami. Doszło nawet do czegoś gorszego. „Porwawszy się z miejsc, wyrzucili Go z miasta i wyprowadzili aż na urwisko góry, na której było zbudowane ich miasto aby Go strącić” (tamże, 4, 29). Również dalsza relacja ewangelisty Łukasza jest ważna: „On jednak przeszedłszy pośród nich, oddalił się” (tamże 4, 30).

        Nie wolno nam dopuścić do tego, by Jan Paweł II – tak jak niegdyś uczynił to Jego i nasz Mistrz - przeszedł pośród nas i oddalił się. Obecnie, bardziej niż kiedykolwiek wcześniej, potrzebujemy Jego wzoru życia i nauki. Jego wołanie do zaufania bez reszty Chrystusowi, Jego prośba o zstąpienie Ducha Świętego pozostaje wprost palącą potrzebą chwili. Nie tylko tu, między Odrą i Bugiem, ale wszędzie, na całym świecie. Sparafrazujmy zatem słowa apostołów, skierowane do Jezusa Chrystusa: „Janie Pawle, do kogóż pójdziemy? Twoja nauka, skierowana zawsze na Zbawiciela, jako centrum wszechświata i historii, jest dla nas nadzieją i drogą. Nie chcemy zapomnieć i dobrze wiemy, że to Jezus ma słowa życia wiecznego” (por. J 6, 68). Dzisiejszy liberalny świat, odrzucający wszelkie zasady - poza tymi, które zapewniają mu złudne zresztą bezpieczeństwo - nie chce nawet o tym słyszeć. Ale trzeźwo myśląc, musimy przyznać, że dotąd nic lepszego nie wymyślono. Trzeba zatem wybierać. Wybierać jak zawsze. W ślad za naszym wielkim Rodakiem wybierajmy Chrystusa, byśmy nie pobłądzili i by nasza własna, wszczepiana nam na co dzień wzajemna niechęć, a może nawet złość, nikogo nie zaślepiła. Powtórzmy ostrzeżenie natchnionego autora Księgi Mądrości, byśmy nie znaleźli się wśród tych, którzy „nie pojęli tajemnic Bożych” czy też „nie spodziewali się nagrody za prawość” (Mdr 2, 22).

 

 2.  Odbudowywanie i budowanie z Bogiem

 

         Jan Paweł II pozostawił wielkie bogactwo nauczania. Wybierzmy z niego to, co jest nam najbardziej teraz potrzebne: odbudowywanie i budowanie z Bogiem. Słowa te często powtarzał. Odwoływał się do słów proroka Jeremiasza: „Biada temu, który fałszem buduje swój dom, pomijając sprawiedliwość” (Jr 22, 13). Myśl tę wydobył i rozwinął między innymi podczas pielgrzymki do Polski w czerwcu 1991 r. Już na jej początku, 3 czerwca, wołał mocnym głosem w Kielcach: „Łatwo zniszczyć, trudniej odbudować. Zbyt długo niszczono! Trzeba intensywnie odbudowywać! Nie można dalej lekkomyślnie niszczyć!” Kochany Ojcze Święty! Ileż jeszcze później u nas zniszczono, pomimo Twego proroczego apelu o rozsądek! Nazajutrz w Radomiu znów podniosłeś swój mocny głos: „Budujmy... – wołałeś - Raczej: odbudowujmy, bo wiele zostało zrujnowane..., zrujnowane w ludziach, w ludzkich sumieniach, w obyczajach, w opinii zbiorowej, w środkach przekazu”. Co mamy robić? Przede wszystkim nie możemy się załamać i poddać rezygnacji. „Jeżeli Bóg z nami, któż przeciwko nam? (Rz 8, 31).

 

3.   Prorok Nehemiasz wzorem odbudowy

 

          W V wieku przed Chr. żył w niewoli babilońskiej prorok Nehemiasz, który odbudował później swoje miasto ojczyste, Jerozolimę. Przez przesłanie tego proroka popatrzmy na to, co robił Jan Paweł II, a zwłaszcza na to wszystko, co jest naszym zadaniem, które Bóg postawił przed każdym chrześcijaninem.    

        Nehemiasz w niewoli był podczaszym na dworze króla perskiego. Ten szczegół jest ważny. Znaczy, że każdy może i powinien się włączać w budowanie nowych struktur życia. Od uprowadzonych do Persji Żydów Nehemiasz dowiedział się, w jakiej biedzie i pohańbieniu żyją jego rodacy w zburzonej przez obcych Jerozolimie. Słuchając rodaków, wczuwał się w sytuację tych, którzy pozostali w pohańbionej ojczyźnie. Płakał i trapił się całymi dniami, pościł i modlił się - czytamy w jego niewielkiej, a bardzo pouczającej księdze. Takie zachowanie było wówczas czymś normalnym i nie przynosiło nikomu uszczerbku, nawet mężowi Bożemu. Aż Nehemiasz uświadomił sobie na nowo moc Bożą oraz obietnice dane narodowi wybranemu przez Jahwe. W trudnej sytuacji, kiedy zdawało się, że nie ma żadnego wyjścia, Nehemiasz wołał żarliwie. „Ach, Panie, Boże niebios, Boże wielki i straszny, który zachowujesz przymierze i łaskę dla tych, którzy Cię miłują i zachowują Twoje przykazania. Niech będzie ucho Twoje uważne i oczy Twoje niech będą otwarte, abyś wysłuchał modlitwę sługi Twego, którą ja teraz dniem i nocą zanoszę do Ciebie za sługi Twoje. [...]. Albowiem oni są sługami Twoimi i ludem Twoim, który odkupiłeś Twoją wielką mocą i potężną ręką” (Ne 1, 5-6 i 10).

         Dwa pojęcia-klucze są tu ważne: „słuchać” i lud, który Bóg odkupił „wielką mocą i potężną ręką”. Już w Księdze Rodzaju, pierwszej księdze Biblii, mamy zapewnienie, że Bóg wysłucha prośby ludzi. Ale jednocześnie jest tam wyraźne życzenie: człowiek powinien strzec nakazów Bożych. Zwrot „potężna ręka” to nic innego jak dowód na to, że Bóg wyprowadził swój lud z niewoli egipskiej. Słuchanie i wybawienie to dwa centralne fakty wynikające z przymierza Boga z człowiekiem. Nehemiasz wie dobrze, co Bóg uczynił dla swego ludu. Daje mu to niezachwianą nadzieję.

         Prorok podjął polecenie Boga, by odbudować mury Jerozolimy. Omawia swą misję z perskim pracodawcą, który ma wobec niego bardzo sympatyczne, ludzkie odruchy. Król zezwolił Nehemiaszowi na wyjazd. „[...] Łaskawa ręka Boga mojego była nade mną” (Ne 1, 8) – przechwala się prorok. Potem jedzie konno, by rozpocząć zleconą mu przez Pana odbudowę zniszczonego miasta rodzinnego. Nie było to łatwe, bo wiele zostało zrujnowane. Zrujnowane zarówno w ludziach, w ludzkich sumieniach, w obyczajach, jak i w opinii zbiorowej. Ziomkowie odmawiali prorokowi fachowości. Pojawił się nawet fałszywy prorok, który chciał go odwieść od spełnienia misji. Ale Nehemiasz nie został postrzelony – jak Jan Paweł II. Nie podrzucono mu żadnej kasety magnetofonowej ze sfałszowanym nagraniem – jak komu innemu. Mimo to rezygnacja i zmęczenie opanowywały go coraz bardziej. Ludzie wspólnego ducha, na których tak bardzo liczył, wołali coraz głośniej: „Słabnie siła dźwigającego ciężary, a gruzu wiele; więc nie zdołamy odbudować muru” (tamże, 4, 4). Prorok jednak nie upadł na duchu. Słuchając urągania obcych i swoich, modlił się: „Słuchaj, Boże nasz, w jaką popadliśmy pogardę” (tamże, 3, 36).

           Nehemiasz ani na chwilę nie poddał się. Ze skromnej funkcji podczaszego stał się naczelnikiem ziemi judzkiej. Zapał, który mu towarzyszył od początku misji, nigdy nie osłabł. Demaskował kłamstwo, sprawnie zarządzał pracą. We wszystkim dawał najlepszy przykład poświęcenia. Śmiało patrzył wszystkim w oczy. Jego celem była odbudowa miasta z ruin, odbudowa ludzkich sumień i obyczajów. Tak jak chciał, tak zrobił: doprowadził do zmian zewnętrznych, widocznych w odnowionych murach, i odbudował ludzkie wnętrze,  relacje człowieka z Bogiem.

          Dramatyczne i bardzo ludzkie były początki misji Nehemiasza, ale jego cechy charakteru i oddanie Bogu zwyciężyły. Nie zląkł się małości licznych przeciwników. Więcej nawet - wychodził im naprzeciw. Ufał swoim współpracownikom, nie popadał w złość, nie narzekał. Nie zniechęcały go żadne trudności. Umiał je pokonać, bo Pan dawał mu zawsze właściwą podpowiedź. Znosił spokojnie krytykę, kpiny i szyderstwo.

          Misję swą wypełnił. Odbudował miasto i odnowił lud. Dlaczego mu się to udało wyraził w słowach: „mur został wykończony [...] po pięćdziesięciu dwóch dniach. Gdy to usłyszeli wszyscy nieprzyjaciele nasi i gdy wszyscy nasi sąsiedzi [...] to ujrzeli, wydało się im to czymś bardzo dziwnym i zrozumieli, że dzieło to zostało wykonane przez naszego Boga” (Ne 6, 15-16).

        Wielu z tu obecnych, wielu modlących się wraz z nami, ma w sobie dużo z proroka Nehemiasza. Słowa starotestamentalnego proroka o postawieniu na nowo muru można odnieść do naszej współczesności. Każdy rozumie taki komunikat: Odwiert został pomyślnie zakończony. Zorganizowana i wybudowana uczelnia dobrze służy społeczeństwu. Inaczej nie byłoby tylu przeciwników.

 

4.   Jan Paweł II jako przewodnik w obudowie

 

Człowiek na drodze życia prowadzącej do Boga szuka przewodników. Przewodnik to duch opiekuńczy. Wspomaga za życia, po śmierci uczy przez bogactwo swego przykładu i swego dorobku. Dla nas takim dobrym przewodnikiem jest ciągle Jan Paweł II. Ma On w sobie tak wiele z wielkich proroków Starego Testamentu. Był wielki, bo wzorował się na herosach wiary i oddania Bogu. Lubię słowa z 40. rozdziału Księgi Izajasza, które bardzo trafnie odnoszą się do naszego papieża. „Bóg jest wieczny, [...] On się nie męczy ani nie nuży. [...] Chłopcy się męczą i nużą, chwieją się, słabnąc młodzieńcy, lecz ci, co zaufali Panu, odzyskują siły, otrzymują skrzydła jak orły, biegną bez zmęczenia, bez znużenia idą” (28-31).

    Jan Paweł II zawsze gromadził przy sobie ludzi. Natychmiast starał się ich prowadzić dalej - do miłości Boga i człowieka. Gdy nie miał kontaktu z ludźmi, czuł się gorzej. To bardzo ważne: być komuś potrzebnym. Tak bardzo zdyszanym współczesnym światem rządzą okrutne prawa wolnego rynku i nie zawsze uczciwa rywalizacja. Jest to świat często pełen podejrzeń, wątpliwości, nieszczerych uczuć. A człowiek – zwłaszcza człowiek młody – tęskni za inną pełnią. Pragnie prawdziwej, autentycznej wiary, nadziei, miłości. Odnajduje te wartości w tekstach i nauczaniu Jana Pawła II, w jego życiu. Ale papież stawia też wymagania. Wzywa do odbudowy i do budowy na nowo właściwych, zdrowych struktur międzyludzkich. Dziś świat zatruwają nie tylko spaliny i różne groźne związki chemiczne, ale i nienawiść, brutalna walka o byt, podstępne rozgrywki polityczne.

        Teksty poetyckie Karola Wojtyły to również nawracanie samego siebie. Ważne jest u Niego i to, że mówił własnym językiem. Jeśli kogoś naśladował, to tylko tych, którzy wzbili się wysoko w miłości Boga i bliźniego. A iluż z nas naśladuje próżność ludzką, udaje tzw. człowieka nowoczesnego. Wzorem papieża Jana Pawła II, wielkiego odnowiciela wiary, trzeba nam sobie życzyć, żebyśmy tyle nie narzekali, ale pokochali każdego człowieka takim, jakim jest. Nie trzeba hipnotycznie wpatrywać się w ekran telewizora, bezkrytycznie bez przerwy nasłuchiwać, jak zło daje znać o sobie, bo to nas niszczy.

 

5.   Pedagogia świętości

 

           W tym miejscu, w tym trudnym czasie – ku pokrzepieniu serc – trzeba przypomnieć to, o czym sami wiemy, czego nieraz doświadczyliśmy: zawodzą ludzkie nadzieje, kalkulacje, rachuby. Jakże zabawnie jak małe kurczaki chwieją się na cienkich nóżkach. Tylko Bóg wszystko obliczył i przemyślał po swojemu. Tylko on wszystko wie i wszystko może. Musimy bardziej liczyć na Chrystusa, naszą jedyną nadzieję, zwłaszcza teraz, kiedy nie spełniają się ludzkie życzenia, kiedy zawodzą ludzkie machinacje, tak jak nie spełniły się plany przeciwników proroka Nehemiasza.

        To niemożliwe, by szarość i przeciętność, które są wokół mnie, wokół nas, były nieodwracalne, by w żaden sposób nie dało się nic zmienić, odbudować. Tym razem to także ode mnie zależy, co się będzie działo w Kościele i w Polsce. Mam przecież jakiś wpływ na rzeczywistość. Mogę ją i ja na różne sposoby współtworzyć. Zatem trzeba działać, coś przedsięwziąć. „Niech wrócą dawne czasy i sławni bohaterowie, wcieleni w nowe postaci!” – jak krótko i pięknie to ujął Antoni Libera w swej książce Madame (Kraków 2004, s. 11).

        Potrzebna jest nam zatem pedagogia świętości. Jan Paweł II wzywał do niej na każdym kroku, między innymi w liście apostolskim Novo millennio ineunte z 6 stycznia 2001 r., kiedy stawiał zadania przed chrześcijanami w rozpoczynającym się XXI stuleciu (nr 31). O pedagogice świętości często pisał św. Paweł. W Liście do Rzymian zwraca się i do nas, współczesnych chrześcijan: „A zatem proszę was, bracia i siostry, przez miłosierdzie Boże. Nie bierzcie więc wzoru z tego świata, lecz przemieniajcie się przez odnawianie umysłu, abyście umieli rozpoznać, jaka jest wola Boża: co jest dobre, co Bogu przyjemne i co doskonałe” (12, 1-3).