Reminiscencje po powrocie – po wielu latach – do miejsca praktycznego uczenia się brazylijskiej Polonii

Jogar gratuitamente no site de Betmaster cassino "Caca Niquel Halloween" Aqui no site CacaNiquelHalloween.com os amantes de jogos de caça niqueis Halloween encontram as melhores opções de jogos online totalmente gratis, nós trazemos a todos os nossos visitantes muita emoção e diversão 24 horas por dia, 7 dias por semana, 365 dias por ano. Aproveite todas as nossas opções de jogos grátis ...

Reminiscencje po powrocie – po wielu latach – do miejsca praktycznego
uczenia się brazylijskiej Polonii

Pełniąc funkcję rektora Polskiej Misji Katolickiej w Brazylii otrzymałem zaproszenie od siostry Isy Caroliny Popławskiej ze zgromadzenia Rodziny Maryi na uroczystości Jej 60-lecia życia zakonnego i 80-rocznicy urodzin. W zaproszeniu były wymienione miejsca i daty uroczystości jubileuszowych. Z pośród wielu miejsc i proponowanych dat wybrałem miasteczko Carlos Gomes (położone w północnym regionie stanu Rio Grande do Sul), gdzie w drugiej połowie 1979 r. rozpoczynałem posługę duszpasterską w parafii liczącej ponad 90% wiernych polskiego pochodzenia.
Miejscowość nosząca aktualnie nazwę Carlos Gomes (dla upamiętnienia jednego z najsłynniejszych kompozytorów opery brazylijskiej [1836-1896]) przechodziła przez wielokrotny proces zmiany nazwy. Pierwotnie nazywała się Rio de Peixe (Rybna rzeka). Następnie Nova Polônia (Nowa Polska) oraz Ribeirão Torto (Krzywy strumień). Kolonizacja polska w tamtym regionie rozpoczęła się około 1907-1908 r. Do wspomnianego regionu przybyli polscy osadnicy z tzw. starych kolonii w stanie Rio Grande do Sul, a mianowicie z: São Marcos, Bento Gonçalves, Guaporé, Antônio Prado, Veranópolis i Alfredo Chaves. Opuszczali tamte tereny, gdyż brakowało ziemi, którą pragnęli zakupić dla swojego potomstwa. Ponieważ w regionie Alto Urugwaj rozpoczęła się kolonizacja tamtych terenów, więc postanowili podjąć migrację do terenów oddalonych ponad 200 km. Tak więc, po wielu migracjach od emigracji z Polski w 1890 r., polscy osadnicy przybyli do Carlos Gomes i okolic. Region ten został nazwany przez jego mieszkańców „gniazdem Polaków”! Dla lepszego rozeznania trzeba wspomnieć, że w 1915 r. w ówczesnym Rio de Peixe zamieszkiwało ponad 200 polskich rodzin. Od 1961 r. przez ponad 50 lat posługę w parafii spełniali księża z Towarzystwa Chrystusowego. Według ks. Jana Pitonia, CM – badacza społeczności polonijnej w Brazylii i ówczesnego rektora Polskiej Misji Katolickiej w Brazylii, w latach siedemdziesiątych naszego stulecia w parafii Carlos Gomes społeczność polonijna stanowiła 96% populacji. Zamieszkiwało, według cytowanego ks. Jana Pitonia, CM: 507 polskich rodzin. Trzeba podkreślić, że w tamtym okresie, jak też podczas mojej posługi w tamtej parafii (1979-1984) rodziny były wielodzietne: 6, 7 czy nawet 10 dzieci. Stąd też parafia mogła liczyć około 5 tys. wiernych polskiego pochodzenia. Podczas mojego duszpasterzowania we wspomnianej parafii pod wezwaniem św. Anny w osadzie było 54 domy, w których zamieszkiwały w zdecydowanej większości rodziny polonijne. W Carlos Gomes przez dziesiątki lat pracowały siostry ze zgromadzenia Rodziny Maryi założonego przez arcybiskupa św. Zygmunta Szczęsnego Felińskiego. Siostry prowadziły szkołę podstawową, aktywnie udzielały się w parafii, do której należało (w moim okresie 9 kościołów filialnych i kilka szkół, w których regularnie co miesiąc sprawowana była Msza św. W kościele centralnym, a także 2-3 kościołach filialnych Msze św. były również sprawowane w j. polskim. Większość wiernych spowiadała się w j. polskim. Nawet dzieci, które były przygotowywane do I Komunii św., w kolejnych spowiedziach używały języka polskiego. Dla mnie był to dowód na to, że w rodzinach ten język był żywy. W 1993 r. nastąpiła emancypacja polityczna. Tak więc osada Carlos Gomes podniesiona została do rangi municypium. Populacja municypium po dzisiejszy okres jest w zdecydowanej większości polskiego pochodzenia, osiągając nawet 98% społeczności.
23 lipca (sobota) po porannej Mszy św. i śniadaniu wybrałem się samochodem z Porto Alegre (stolicy stanu Rio Grande do Sul) do miasta Erechim, będącego stolicą regionu Alto Uruguai. Tak w mieście, jak też regionie ponad 30% populacji, to osoby polskiego pochodzenia. W domu prowincjalnym sióstr Rodziny Marii jest duża kaplica półpubliczna, w której sprawowana jest codziennie Msza św. o godz. 7,00 rano, w której uczestniczy, oprócz sióstr mieszkanek tego domu, także grupa wiernych świeckich. Natomiast w soboty o godz. 16,00 sprawowana jest Msza św. dla wiernych z tamtej części miasta, gdyż w pobliżu nie ma kościoła katolickiego. Uprzednio siostry prosiły, aby sprawować tę Mszę św., gdyż brazylijscy księża diecezjalni byli zajęci błogosławieniem samochodów, ciężarówek z okazji zbliżającego się dnia św. Krzysztofa. Byłem zaskoczony, że wszystkie ławki w kaplicy były zajęte nie tylko przez siostry zakonne, ale przede wszystkim wiernych. Oceniam, że było jakieś 80 osób uczestniczących we Mszy św. Sympatyczne chwile przeżywałem po skończonej celebracji, kiedy podchodziło wiele osób, aby się przywitać i przedstawić. Oczywiście, byli to Polonusi z dumą przyznający się do swoich korzeni etnicznych.
Następnym moim przyjętym obowiązkiem w tym dniu była Msza św. jubileuszowa siostry Isy Caroliny Popławskiej w Carlos Gomes o godz. 19,00. Odległość od Erechim to 60 km. (za moich czasów cała trasa była kamienista i luźne kamienie odbijając się od kół samochodu uderzały w metalową podłogę samochodu). W ostatnich latach obserwuje się szybki postęp i rozwój Brazylii. Także stanu Rio Grane do Sul. Do Carlos Gomes pozostało jeszcze 30 km nie asfaltowanej drogi. Z pewnością w najbliższym okresie i do tego miasteczka zostanie położony asfalt na drodze stanowej. Za czasów ks. Józefa Wojdy TChr, ówczesnego proboszcza parafii, na wzgórzu został zbudowany duży kościół o imponującej bryle architektonicznej. Świątynia ta jest dumą wiernych Polonusów, którzy powtarzają, że to najpiękniejsza świątynia w regionie Alto Uruguai. Duże, z masywnego drzewa drzwi wejściowe, jak też witraże świątyni mają wiele polskich elementów (wymieniałem te polskie znaki w książce „Ślady polskie w Brazylii”, dzieło dwujęzyczne, wydane przez Muzeum Historii Polskiego Ruchu Ludowego w Warszawie i Instytut Studiów Iberyjskich i Iberoamerykańskich UW, w serii Biblioteki Iberyjskiej, Warszawa 2008, ss. 320). W zakrystii spotkałem miejscowego proboszcza Brazylijczyka ks. Dawida, który już przy przywitaniu się przejawiał typową charakterystykę tego narodu: radość, gościnność.
Rozpoczynając Mszę św. pozdrowiłem duszpasterza, siostrę jubilatkę wraz z grupą sióstr Rodziny Maryi z przełożoną prowincjalną s. Margaridą Szynwelską. Do byłych parafian skierowałem moją radość z powodu powrotu do byłej parafii mówiąc, że podczas mojego duszpasterzowania Carlos Gomes było osadą liczącą 54 domy, a przyjechałem do miasteczka municypalnego, które zmieniło się nie do poznania. Dużo nowych murowanych domów. Przy centralnej ulicy wiele sklepów z dużymi oknami, jakie mogłem podziwiać w mieście Erechim. W okolicznościowym kazaniu wspomniałem o zasługach sióstr Rodziny Maryi, z podkreśleniem pracy siostry jubilatki Isy Popławskiej. Polonusom dziękowałem za ich zaangażowanie w podtrzymywaniu swojej polskości opartej na wierze katolickiej oraz języku polskim; odziedziczonymi od swoich przodków. Tym, co zwracało moją uwagę w czasie stawiania moich pierwszych kroków w środowisku polonijnym były przejawy dużego szacunku do wyrażanego do rodziców i przodków. Często w rozmowach słyszałem „mój ojciec mówił tak, czy robił tak i ja czynie podobnie”! Właśnie w tamtej społeczności dostrzegałem, że mimo następującej wymianie kolejnych generacji, polskość trwała nadal bardzo silnie. W mojej refleksji wspomniałem tamte czasy, gdyż ludzie wyrażali duże poszanowanie dla starszych i ich doświadczenia. W trakcie krótkiego pobytu w Carlos Gomes odniosłem wrażenie, że to, iż osada stała się centrum municypium, przyczyniło się jeszcze bardziej do podtrzymywania polskich tradycji i zwyczajów. Aby się o tym przekonać wystarczy przeglądnąć kalendarz municypalny ważniejszych wydarzeń organizowanych w ciągu roku. Przy wjeździe do miasteczka zbudowano tzw. bramę wjazdową, gdzie można dostrzec na lewej kolumnie polskiego orła, a na drugiej polski napis „Witamy”! Natomiast w części umieszczonej nad jezdnią można przeczytać po portugalsku napis stwierdzający, że wjeżdża się do „Carlos Gomes siedziby polskości gauszowskiego regionu Alto Uruguai”! Ponadto w herbie municypium umieszczone są barwy brazylijskiej i polskiej flagi! Czy to nie budujące, czy nie można wyrażać fascynacji, kiedy się mówi, pisze o brazylijskiej społeczności polonijnej? Przecież ci ludzie, to już 5, 6, 7, czy nawet 8 pokolenie polskich osadników! Polonusi kochają Brazylię – swój kraj, w którym się urodzili, ale zachowali swoistą sentymentalną, serdeczną łączność z krajem pochodzenia swoich przodków! Przejawami tej łączności to nie tylko wyrażana duma swojej polskości, ale także wiele zwyczajów, tradycji, która dalej podtrzymują.
Wyznam, że próbowałem zrozumieć fenomen trwającej przez pokolenia polskości w Brazylii poprzez lekturę różnych opracowań tak polskich, jak i brazylijskich, nawiązanie kontaktów z wieloma osobami zajmującymi się problematyką etniczną, a nawet kilkakrotnie zapraszając profesora socjologa z UJ, aby w brazylijskim terenie spojrzał okiem naukowca na tę rzeczywistość polonijną, która zasługuje nie tylko na podziw, zachwyt, ale także opracowania naukowe! Przecież to niepodważalny fenomen w rzeczywistości światowej Polonii… Nauka nie potrafiła mi wyjaśnić tej fascynującej rzeczywistości: jak to możliwe, że przez tyle pokoleń polskość w Brazylii przetrwała, mimo, że była poddana wielkiej próbie w okresie nacjonalizacji za prezydenta Getulia Vargasa. Dopiero w ostatnich tygodniach, po 43 latach pobytu wśród brazylijskich Polonusów, kiedy otrzymałem z Polski książkę ze wspomnieniami o moim wychowawcy, wykładowcy z czasów seminaryjnych, a zmarłym przed 2 laty biskupie Stanisławie Stefanku TChr zrozumiałem tę kwestię!!! (Książka nosząca tytuł Świadek ewangelicznej dobroci. Zbiór wspomnień o Księdzu Biskupie Stanisławie Stefanku TChr , Łapy 2022, ss. 399. Inicjatorem powstania tej książki była s. Maksymiliana Lont, wieloletnia sekretarka hierarchy w Łomży). Otóż wspomniany biskup (z którym utrzymywałem przez lata kontakt, kiedy pełniłem posługę prowincjała zaprosiłem Go w 1996 r., aby odwiedził Brazylię i poznał nasze polonijne wspólnoty. Wraz z Nim przemierzyłem 7 tys. km po brazylijskich drogach) w trakcie podróży po południowej Brazylii i prowadzonych rozmów powracał często do tematu rodziny. Biskup ten prowadził Instytut Studiów nad Rodziną w Łomiankach, jaki „odziedziczył” po arcybiskupie Kazimierzu Majdańskim. Otóż lektura wspomnień zawartych w tym wydaniu, jak też wcześniej wydana książka (We wszystkim Chrystus. O narodzie, Kościele, mediach, rodzinie z Biskupem Stanisławem Stefankiem TChr rozmawia Marzena Nykiel, Wydawnictwo SPES, Kraków 2015, s. 318.) zawierająca wywiad rzekę, otworzyły mi szerzej oczy i dzięki nim zrozumiałem, że tak długo trwająca polskość w Brazylii jest przede wszystkim owocem silnych polonijnych rodzin!
Po zakończonej jubileuszowej Mszy św. podchodziło do mnie wiele osób, aby się przywitać i przedstawić. Wspominali: „to ksiądz mnie ochrzcił!”, albo „za księdza czasu przystąpiłem do I Komunii św.!”. Miałem przed sobą osoby będące już w wieku 40. lat… Po rozmowach, wspomnieniach przy kościele, jedna z rodzin zaprosiła siostrę jubilatkę Isę, s. Leonildę z Áurea (miasteczko polonijne oddalone od Carlos Gomes o około 30 km, z wielką dumą promujące zachowaną polskość), a także niżej podpisanego do swojego domu na kolację. Oczywiście, że w gronie zebranych powracały wspomnienia, a na koniec miłego spotkania zrobienie pamiątkowego zdjęcia. Jednak, mimo przyjemnej atmosfery, trzeba było się pożegnać z uczestnikami biesiady, gdyż zbliżała się północ, a ja musiałem wracać na nocleg do Erechim. Niedziela zapowiadała się dla mnie kilkoma spotkaniami z aktywnymi Polonusami w tym mieście.
Patrząc na Polonusów wypełniających świątynie w Carlos Gomes, rozmawiając przy stole podczas kolacji w rodzinie mieszanej etnicznie, kiedy już późną nocą wracałem (30 km drogą kamienistą, a potem tyle samo km już trasą asfaltową) do Erechim zastanawiałem się nad tym trwającym i fascynującym mnie od 43 lat fenomenem, któremu na imię silna polskość mająca swoje korzennie i oparcie w rodzinie! Oprócz rodziny, dużą rolę odgrywali w tej wspólnocie polscy duszpasterze, jak też siostry Rodziny Maryi, posługujący przez dziesiątki lat polskim osadnikom i ich potomkom!
Kolejny dzień (24 lipca) to, niedzielne przeżycia z przedstawicielami polonijnymi żyjącymi w mieście Erechim. Dzięki Vandzie i Niltonowi Groch, aktywnym działaczom miejskiej Polonii, na bezczynność nie mogłem narzekać. O godz. 9,00 sprawowałem w kaplicy sióstr Rodziny Maryi Mszę św. z zebranymi Polonusami. Siedziba sióstr usytuowana jest przy ul. Polônia. Oczywiście celebracja sprawowana była w j. portugalskim, boć to już są kolejne pokolenie naszych osadników. Jednak na zakończenie liturgicznego spotkania zebrani wierni zaśpiewali pieśń „Czarna Madonna”. Jednak po jej zakończeniu ktoś zaintonował „Jeszcze Polska nie zginęła…”! Czy Polak urodzony w dalekiej Ojczyźnie, a przebywający ponad 40 już lat na emigracji, w takim momencie nie może się wzruszyć? Czy ze wzruszenia nie powinna ukazać się w oczach łza?
Po wspólnej Mszy św. skierowałem do zebranych Polonusów i sympatyków polskości dłuższe słowo, w którym wyraziłem szacunek, wdzięczność, a także podziw dla ich trwania przy wierze i zwyczajach odziedziczonych po przodkach. Mówiłem także o oczekiwaniach Polski jeśli chodzi o Polonię, aby potrafiła bronić naszych narodowych wartości, jak też w miarę możliwości, by społeczność polonijna starała się podtrzymywać mowę ojców, dziadków… Po spotkaniu w kaplicy u sióstr Rodziny Maryi udaliśmy się na obiad do restauracji, a następnie do Towarzystwa polskiego im. Ruia Barbosy. Uprzednio na spotkanie w siedzibie polonijnej organizacji Vanda i Nilton Grochowie zaprosili przedstawicieli ugrupowań polonijnych działających w ponad stutysięcznym mieście Erechim. Podczas 3-godzinnego spotkania była okazja, aby zwrócić uwagę na kwestie, które jakoś społeczność polonijna pozostawia – przypuszczam, że nieświadomie – na marginesie: podjęcie się przez młodych Polonusów badań i publikacji historii naszych osadników, których potomkowie żyją w wielu regionach stanu Rio Grande do Sul. Niestety Polonia brazylijska, a nade wszystko z uwzględnieniem tej żyjącej we wspomnianym stanie Federacji Brazylii nie posiada wielkiego dorobku, jeśli chodzi o znajomość i utrwalanie swojej historii. Stąd też nie można się dziwić, jeżeli w naukowych publikacjach akademickich, ukazują się stwierdzenia nie mające żadnego potwierdzenia w realiach historycznych. Ponadto przy nie znajomości języka polskiego piszący o historii czy teraźniejszości społeczności polonijnej w tym kraju, czy we wspomnianym, południowym, stanie Rio Grande do Sul nie ukazuje się całej rzeczywistości, jako że literatura polska jest dosyć obszerna. Nieznajomość języka polskiego jest powodem tego, że opublikowane w Brazylii opracowania książkowe są niestety ubogie, czy też publikowane są stereotypy, nie mające potwierdzenia w rzeczywistości naszej grupy etnicznej. Poza obszarem badania i publikowania opracowań historii danego regionu zamieszkałego przez potomków polskich osadników, postrzegam także konieczność przybliżania współczesnym Polonusom brazylijskim bogatą polską kulturę, aby nie pozostawała tylko przy: tańcach prezentujących polski folklor, paru wyuczonych piosenkach, czy też polskiej kuchni ograniczającej się do pierogów, bigosu, czy czarniny. We wspomnianym spotkaniu z przedstawicielami społeczności polonijnej w Erechim zwracałem uwagę na większe kładzenie nacisku na naukę języka polskiego. Nie tylko ze względu na możliwość lepszego, głębszego poznawania historii, kultury, religii Narodu Polskiego, ale również uczestniczenia w wielu ofertach, propozycjach, jakie Polska w ostatnich latach oferuje młodzieży polonijnej. Władze brazylijskie, dyplomaci tego kraju pełniący misję w Polsce postrzegają – już od lat – społeczność polonijną, jako pomost zbliżający jeszcze bardziej do siebie nasze kraje. Polonia brazylijska ma duży, wieloraki wkład w rozwój Brazylii, ale poprzez bliższe, konkretne kontakty z krajem swojego pochodzenia może ona jeszcze bardziej przybliżać społeczeństwu Brazylii, jak też własnemu środowisku rozwijającą się, bogatą, kolorową i atrakcyjną – nie tylko turystycznie – Polskę! Niestety dla większości naszych Polonusów brazylijskich współczesna Polska pozostaje niestety krajem nieznanym! Można by zmienić tę smutną prawdę, gdyby do tych ludzi dumnych ze swego polskiego pochodzenia, docierały informacje o tym, co Polska im chce ofiarować, by stali się bardziej bogatsi kulturowo, a równocześnie stawali się jej ambasadorami w swoim środowisku!
Rano w poniedziałek (25 lipca br.) żegnając, a także wyrażając podziękowanie za okazaną mi gościnność siostrom Rodziny Maryi wyruszyłem w drogę powrotną do Porto Alegre. Ze względu na duży ruch samochodowy na trasie 400 km, a także dzięki ustawionym radarom, nie musiałem się spieszyć, więc sześciogodzinna podróż dała mi możliwość przemyślenia tego co przeżywałem przez te dwa dni w regionie kolonizowanym przez naszych osadników i ich potomków. Mogłem też dokonać retrospektywy, która z głębi mojej pamięci postawiła przed oczyma wyobraźni osoby, przeżycia, okolice, z którymi się spotykałem, gdzie żyłem. Przeżyta i wspomniana przeszłość uświadomiła mi na nowo, że warto było przybyć do tego kraju i do naszych dumnych ze swoich korzeni etnicznych Polonusów, aby pełnić wśród nich misję nie tylko duszpasterską! Powróciłem do Porto Alegre z głęboką świadomością, że Polonia brazylijska nie weszła w stan agonalny, ale staje przed nami (polskimi dyplomatami, duszpasterzami, siostrami zakonnymi, liderami polonijnymi) wyzwanie, by docierała do niej ta prawda, że Polska pamięta o rozproszonych po świecie swoich dzieciach i oferuje wiele możliwości by je wspierać w zachowaniu swojej tożsamości etnicznej.
Zdzisław Malczewski SChr